Thursday, August 27, 2015

Outfit #116 - Roma!


W dzisiejszym poście wracamy do Rzymu, a konkretniej - do Watykanu. To drugi i jednocześnie ostatni post bezpośrednio związany z moimi wakacyjnymi wojażami po Europie. Pierwszy - z wycieczki po Koloseum - znajdziecie TUTAJ. To także kolejny post z serii "jak się spakować, by się nie nadźwigać i dobrze wyglądać". W roli głównej ponownie sukienka!

Wednesday, August 19, 2015

Outfit #115 - Kings and queens


all photos by Ociec

Wakacyjnych stylizacji ciąg dalszy. W ostatnim poście zabrałam Was na wycieczkę do Rzymu. Jeszcze tam wrócimy. Pora jednak na krótką przerwę i post, który zasługuje na miano specjalnego

Dziś idziemy na randkę.

Albo imprezę.

U mnie.

Friday, August 14, 2015

Outfit #114 - Summer wine

all photos by Ociec

Zawsze uważałam, że tworzenie wakacyjnych zestawów jest najtrudniejsze. Jesienią, zimą czy nawet wiosną mogę realizować się w tym, co kocham najbardziej: eksperymentach. Łączyć na pozór niepasujące faktury, bawić się warstwami, grać kontrastami. Mogę założyć sukienkę, do niej dobrać marynarkę, całość doprawić ogromnym szalem. Mogę wbić się w spodnie, koszule, sweter, masywne buciory i tym samym akcentować swój alternatywny charakter. Mogę wszystko - jedyne granice jakie sobie stawiam to moje poczucie dobrego smaku.

Latem nie jest tak łatwo. Kiedyś, dawno temu, zaciskałabym zęby twierdząc, że wcale w czerni nie jest gorąco, glany nie parzą stóp, a tryliard biżuterii wcale mnie nie drażni. Teraz mogę jedynie z podziwem patrzeć na ludzi, którzy wyznają te wszystkie mroczne zasady jednocześnie.

Wednesday, July 29, 2015

Outfit #113 - The kiss of dawn


Wróciłam z Warszawy. Gala Finałowa Miss Polski na Wózku 2015 już za nami. Skłamałabym mówiac, że było łatwo. Dopóki człowiek nie wejdzie w organizację tak dużego przedsięwzięcia może sobie tylko wmawiać, że wie, jak to jest. Nie wie. Ten tydzień dał mi w kość. Nie to jednak jest najważniejsze. Liczy się fakt, że choć zmęczona, to wróciłam usatysfakcjonowana. Szczęśliwa, że wszystko się udało. Zadowolona z dobrze wykonanego zadania.

Obserwowanie jak dziewczyny rozkwitają to niesamowite uczucie. Piękne, pełne wdzięku, przed obiektywem przemieniają się w profesjonalistki, a na scenie błyszczą niczym gwiazdy. Wypasione bryki są tylko uzupełnieniem, liczy się uroda. Wygrały najpiękniejsze. Jestem dumna.

Wróciłam z Warszawy pełna pozytywnej energii. Z nowym doświadczeniem na koncie. Nauczyłam się czegoś o świecie, a także czegoś o sobie. Jestem usatysfakcjonowana. Nawiązałam nowe znajomości. Było wspaniale.

Dziękuję Wam - wszystkim tym, którzy pod ostatnią notką życzyli mi powodzenia (a także tym, którzy robili to w duchu). Udało się. Gala Finałowa za nami, a jak ktoś jest zainteresowany jak to wszystko wyglądało - może przeżyć ten wieczór jeszcze raz. Na ekranie komputera: link.

Friday, July 24, 2015

Outfit #112 - Vox Populi




Mówiłam już kiedyś, że przestałam się wyrabiać? Jeśli tak - cofam to! Nie miałam pojęcia co to znaczy!

Ten tydzień to prawdziwy armageddon.

Jest fajnie!

all photos by Klaudia Woźniak

Wednesday, July 15, 2015

Outfit #111 - Letters from Hell



Dni pędzą jak szalone. Już w piątek ruszam do Warszawy na warsztaty Miss Polski na Wózku. Później czekają mnie nerwy związane z Galą Finałową. Niech wygra najpiękniejsza. 

Nerwówka. Przez dwa lata bezskutecznie startowałam w wyborach, w tym roku stoję po drugiej stronie barykady. Pełna nadziei, że wszystko wyjdzie tak jak należy, po raz setny przeglądam materiały i sprawdzam notatki szukając: co znowu zapomniałam zrobić.

Po Gali - powrót do domu, szybkie przepakowanie i wakacje. Nareszcie! Wymarzony Eurotrip przede mną. Cieszę się na myśl, że zobaczę tyle pięknych miejsc. Cieszy mnie także, że spędzę ten czas z bliskimi. Jest jednak jeszcze jeden powód do radości - zero internetu!

Nie, nie należę do tych, którzy ciągną ze sobą laptop na wakacje. W smartfonie dla pewności odinstalowuję wszystkie "facebooki i inne aplikacje". Zostawiam sobie tylko Instagram, bo lubię to narzędzie. Ale myśl, że nie będę ciągle podłączona do sieci, a skrzynkę sprawdzę gdy będę chciała, a nie przymusowo kilka razy dziennie, sprawia mi tyle frajdy, że najchętniej bym skakała do sufitu.

Nie skaczę. Jeszcze ponad dwa tygodnie. Najpierw obowiązki. 

W tym: te przyjemne. Sesje zdjęciowe.

Nie zostawię Was przecież bez postów.

Wednesday, July 8, 2015

Outfit #110 - Gothic Girl



Rzeczywistość lubi się mną bawić. Żartować z moich "zawsze" i "nigdy". Moda staje się zagadką, a zakupy walką o przetrwanie.

Nigdy umarło.

Dzisiejszą paplaninę zdominują najbrzydsze buty świata, których rok temu obiecywałam sobie nigdy nie założyć i wakacyjny luzak, który niespodziewanie stał się gotyckim hippisem. Zapraszam do lektury!

Wednesday, July 1, 2015

Outfit #109 - Soul on fire


Miało być tak pięknie. Słońce miało prażyć nasze roznegliżowane ciała, woda w jeziorach nagrzewać się do temperatury zachęcającej do szaleństw, a lody na patyku topić się szybciej niż zdążylibyśmy je zjeść.

Miało być pięknie. Miało być ciepło. Miały coraz lżejsze ubrania gościć w nadchodzących notkach.

Guzik. Sobotni poranek jedyne do czego zachęcał to do wyciągnięcia grubych ciuchów. Dobrze, że nie zdążyłam ukryć ich na dnie szafy, bez łezki w oku, z radosnym okrzykiem: adios! W tym pięknym upalnym wakacyjnym miesiącu jakim jest czerwiec grube swetrzysko okazało się być opcją w sam raz!


Wednesday, June 24, 2015

Outfit #108 - You're lost little girl



Marzenia trzeba spełniać. Te duże, ale też te malutkie. Nie ma jednej definicji szczęścia. Każdy ma swój sposób na życie. Ostatnio w moim życiu wykrystalizowała się nowa zasada. Cieszyć się z rzeczy małych, dążyć do rzeczy wielkich. Proste, choć trudne jednocześnie. Szczególnie gdy ma się tak skrajny charakter jak mój - trochę melancholii, odrobinkę socjopatii, dużo uporu, od groma marzycielstwa i jeszcze więcej pracoholizmu.

Ten post sponsorują marzenia. Rzeczy wielkie i małe jednocześnie. Proste radości, które urosły do rangi prywatnych gigantów.


Wednesday, June 10, 2015

Outfit #107 - Personal Jesus


Szkło. Metal. Dżins. Czy to nie piękna kompozycja?

Wędrując z Perfectamente w okolicach Szkoły Muzycznej w Poznaniu i Uniwersytetu Ekonomicznego szukałyśmy idealnego pleneru na zdjęcia. Plan? Dach. Taras. Coś wysoko. Zaintrygowane informacją, że w Ekonomiku można wyjść na taras, rozpoczęłyśmy poszukiwania windy. Winda była. Szkoda, że nie działała. Winda na uczelni, jedyna pozwalająca dostać się do budynku. A nasz czas - jak zawsze wyliczony co do minuty - nie uwzględniał poszukiwań kogoś, kto miałby czarodziejski kluczyk. Śrubokręt. Magiczne palce uruchamiające przyciski. Lub coś w tym stylu.

W końcu idealny plener znalazłyśmy gdzieś między nowszymi budynkami wspomnianych szkół. Parking, skryty w cieniu, ze szkłem w pięknych odcieniach. I oszklony korytarz, do którego by dotrzeć, musiałyśmy przemknąć między skupionymi studentami. Stali z instrumentami. Zdawali się czekać na egzamin. W nowych, a przywodzących jednak na myśl odległe czasy, murach niosły się dźwięki próby. Ludzie zdawali się jacyś bardziej cisi niż na innych uczelniach. Skupieni. Może efekt chwili, może tak na nich działa ten budynek. Najważniejsze, że wypatrzony korytarz okazał się idealny. Szklany i nowoczesny.

Z Perfectamente się śmiejemy, że zawsze szukamy idealnego pleneru, a w końcu i tak trafiamy gdzieś, gdzie jest dużo szkła, metalu. Gdzieś gdzie rządzi nowoczesność. Ale wiecie co? Kocham taką architekturę. To mój styl.


Na prezentowany zestaw patrzę z uśmiechem. By nie rzec - ze śmiechem.

Wednesday, June 3, 2015

Outfiit #106 - Opium


Są takie dni, gdy nawet mi - nałogowej pracoholiczce - nic się nie chce. To był jeden z takich. Kilka godzin pracy, a potem całe popołudnie poświęcone na leniuchowanie. Błogie odpoczywanie. Chill out.

Są takie osoby, z którymi widujemy się niezwykle rzadko, ale od razu odbieramy na tych samych falach. To ten rodzaj znajomości, gdy po roku bez kontaktu - wyrusza się gdzieś razem i można rozmawiać o wszystkim. To ten rodzaj znajomości.

Ivy Obvious przy okazji naszego corocznego spaceru (to chyba stanie się jakąś tradycją; podwójnie zabawną, gdyż dzieli nas szalone 20 km) postanowiła pobawić się aparatem. Ja miałam przyjemność zadebiutować przed jej obiektywem. Debiut podwójny: dla mnie, ale też dla niej, dziewczyny robiącej genialne zdjęcia, ale jeszcze nigdy nie współpracującej z modelką. Wpadnijcie na jej Instagram click! - na mnie robi ogromne wrażenie.

Było pole, był spacer, był śmiech. Było też słońce, piwo, upierdliwy wiatr i cmentarz choleryczny. Nie ściemniam - takie widoki tylko na wsi niedaleko mnie. Wsi, której nazwa budzi zawsze zainteresowanie - Małachowo Złych Miejsc. Plotka głosi, że nazwa pochodzi od jakiegoś ducha, który powoduje wypadki samochodowe. Dla mnie bardziej prawdopodobne, że związek ma właśnie z tym cmentarzem.

Takie leniwe, choć owocne, popołudnia cenię sobie ponad wszystko. Te kadry są wyjątkowe nie tylko z powodu stylizacji. Ot, skórzane rurki, czarny t-shirt, wielka kurtka i szpilki - ponadczasowo i rockowo. Jednak o wyjątkowości ujęć stanowi ładunek emocjonalny, który ze sobą niosą. Bo ja jak na nie patrzę - od razu się uśmiecham. A choć dla Was one wartości emocjonalnej nie mają, to wyrażę swą nadzieję, że się spodobają.

all photos by Ivy Obvious

Friday, May 29, 2015

Win 1000 euro worth of Queen of Darkness clothes!


WIN 1000 EUR WORTH OF QUEEN OF DARKNESS CLOTHES AND ACCESSORIES OF YOUR CHOICE!

What?!
Yes, really: 1000 eur for shopping! It's the best contest of this summer!

Why?
Queen of Darkness is celebrating amazing 10 years of existence and 10 ambassadors in their team (me! yes, me, too!) so they started this giveaway! It is open for everyone: regardless where you are from! You can easily register with name, last name and email address!

How?
Here is the link to the registration tab:  https://www.facebook.com/Queen.of.Darkness.fashion/app_224414684399305

Is that all?
YES! Good luck!

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

WYGRAJ 1000 EURO NA ZAKUPY W QUEEN OF DARKNESS!

Co?!
Tak, serio, tysiak na zakupowe szaleństwo! To najlepszy konkurs tych wakacji!

Dlaczego?!
Queen of Darkness świętuje 10 lat istnienia oraz pierwsze 10 oficjalnych ambasadorem (a w tym zacnym gronie i ja jestem!). Z tej okazji: rozpoczynają konkurs! Otwarty dla każdego, nieważnego gdzie mieszkasz. 

Jak mogę wygrać?!
Wystarczy, że zarejestrujesz się swoim imieniem, nazwiskiem i adresem e-mail pod tym linkiem: https://www.facebook.com/Queen.of.Darkness.fashion/app_224414684399305

To wszystko?
Tak! To wszystko! Powodzenia!



All posts with #QODFASHION:

VISIT QUEEN OF DARKNESS SHOP AND FIND MORE BEAUTIFUL GOTHIC ITEMS!


Monday, May 25, 2015

Outfit #105 - Scars



Codziennie czekam na coś specjalnego. Codziennie próbuję zrobić coś wielkiego. Mam w sobie od groma energii i pasji, ale tak często zmuszona jestem czekać. Na decyzje. Na pomysły. Na akceptację innych. To nudne! Leniwe weekendy sprawiają, że jestem bardziej melancholijna. Potrzebuję adrenaliny. Znowu.

Everyday I'm waiting for something special. Everyday I'm trying to do something big. I feel a lot of power, but I have to wait. For decisions. For ideas. For other people's acceptations. That's boring. Lazy weekends make me more melancholic. I need adrenaline. Again.

all photos by Aira Photo

Wednesday, May 20, 2015

Outfit #104 - In joy and sorrow



Kwiaaaaaaaatki! - taki radosny okrzyk wydobył się z mojej mrocznej duszy, gdy na fejsie odkryłam, że pod poznańską Operą znowu rozłożono kwiatowe dywany. Nie było innej opcji - MUSIAŁAM zaciągnąć tam moją mroczną fotografkę, Weronikę "Aire" Achrem. I co z tego, że pogoda nie dopisała, a po szybkiej sesji trafiłyśmy prosto w ramiona szalejącej burzy. Zdjęcia z kwiatkami są? Są. Jestem szczęśliwa.

 

Tuesday, May 12, 2015

Outfit #103 - Golden age of grotesque

photo by Szymon Anapt Siwak
Harmider. Ostatnie poprawki makijażu. "Czy dobrze wyglądam?", "Czy szminka mi się nie starła?" - zewsząd padają pytania. Każdy chce wyglądać jak najlepiej. "Ty za mną!" - ktoś komuś przypomina. Gdzieś z boku ktoś powtarza "byle się nie potknąć, byle się nie potknąć...". I nagle rozbrzmiewa muzyka. To znak. Drzwi się otwierają, światło wpadające na backstage'owy korytarz w pierwszej chwili oślepia. Ruszamy. Razem z modelem-partnerem, Mateuszem Molturi, otwieramy pokaz. I nie ma już odwrotu.

Gdybyście mnie spytali co czułam na wybiegu, szczerze bym odpowiedziała: nie wiem. W momencie przekroczenia progu mój umysł włączył autopilota. Stres i nerwy zostały wyparte przez stuprocentowe skupienie. Najpierw w prawo. Nie zapomnieć o uśmiechu do fotografów, gdy ściana fleszy na chwilę wyłączy wzrok. Obrót, sto osiemdziesiąt stopni, kolejna prosta. Zatrzymać się, uśmiech, ruszyć. Jak maszyny. Idealna symbioza naszych ruchów, lekkość wyważonych kół, cisza w głowie. Istnieją tylko dwie zmienne: cel i tempo, którego nie należy przekraczać.

A potem radość. Czysta i szczera, że się udało. Przerażenie, gdy dociera informacja, że na sali są tłumy - szybko wyparte przez kolejne zachłyśnięcie radością. Tłumy! Przyszliście zobaczyć pokaz, zobaczyć nas i przede wszystkim - projekty Agnieszki! Jesteście tu z nami by się świetnie bawić!

To uczucie. To czysta euforia.

Wednesday, May 6, 2015

Review #25 - Golden Rose, Style Liner

Od niedawna eyeliner stał się podstawą mojego makijażu. Kiedyś znienawidzony, teraz ukochany. Moje podejście do niego zmieniło się odkąd znalazłam kształt, który pasuje do mojego oka. Ponadto jak kiedyś wspominałam: coraz bardziej cenię sobie wygodę. Kwestia ta dotyczy nie tylko ubrań, ale też makijażu - na co dzień potrzebuję czegoś szybkiego, a jednak z efektem: wow! Zestaw eyeliner plus wyrazista szminka spełnia moje wymagania.

Dziś - nietypowo. W jednym poście opinie o dwóch produktach, które tak naprawdę powinny być jednym. Niestety - nie są. Od pewnego czasu zakochana jestem w kosmetykach marki Golden Rose. Zaczęło się od lakierów, potem odkryłam fantastyczny fioletowy eyeliner (dziś o nim!), następnie - świetną szminkę. Idąc za ciosem zaopatrzyłam się też... w czarny eyeliner. I to pierwsza skucha. Zapraszam do lektury - zaraz dowiecie się za co pokochałam fioletowe wydanie, a znienawidziłam czarne!

Golden Rose, Style Liner, 14, 10


Monday, April 27, 2015

Outfit #102 - Cassis


Nareszcie mój! Pilot z interwałem (czyli umożliwiający robienie zdjęć seryjnie w określonych odstępach czasu). Zainwestowałam w niego by móc na wypasie zrobić jedno z zadań na zaliczenie na Polibudzie - time-lapse. Już robię pierwsze testy, już widzę, że to nie takie łatwe jak sądziłam - ale coś z tego będzie, musi! A skoro sprzęt już mam - nie byłabym sobą, gdybym nie przetestowała robienia "autoportretów". I choć zdjęcia te nie są idealne (tradycyjny problem z ustawianiem ostrości oraz brak statywu robią swoje), to uwieczniony zestaw mi się tak podoba, że musiał doczekać się publikacji!

Thursday, April 23, 2015

Pokaz mody Agnieszki Jaworskiej - a ja na wybiegu!

Już w tę niedzielę pokaz mody organizowany przez projektantkę Agnieszkę Jaworską! Na wybiegu pojawią się modelki z agencji Butterfly Agency Models - w tym ja. Już nie mogę się doczekać, będzie się działo! Poniżej - oficjalna informacja prasowa. Czujcie się wszyscy zaproszeni! I trzymajcie za mnie kciuki ;)
 Charytatywny pokaz mody Agnieszki Jaworskiej: MODA – PASJA – ZMIANA już w tę niedzielę!

W trakcie pokazu zostaną zaprezentowane przygotowane przez projektantkę kreację. Na wybiegu zobaczymy m.in. modelki z klubu Saab Team (który jest organizatorem przedsięwzięcia) czy z Butterfly Agency Models. Wśród modelek pojawią się zarówno dziewczyny pełnosprawne, jak i na wózkach.

Agnieszka Jaworska, główna pomysłodawczyni i organizatorka pokazu, o powodzie do zorganizowania tak niezwykłego przedsięwzięcia, mówi: 

Monday, April 20, 2015

Outfit #101 - Play again?



Jestem typem, który uwielbia, gdy dużo się dzieje. Wydarzenia, spotkania, koncerty - intensywne życie mnie kręci. I napędza: do dalszego działania, do częstszego uśmiechania. W całym tym swoim pędzie często spotykałam się z pytaniem: jak Ty to wszystko ogarniasz? Dotychczas odpowiedź była prosta: czas jest z gumy, a jak zapełnisz go sobie całkowicie, to nie marnujesz na "czasozjadacze" - telewizję, fejsa czy scrollowanie Instagrama. Nigdy nie sądziłam, że nadejdzie ta chwila. Chwila, w której napiszę: przestałam się wyrabiać!

Tuesday, April 7, 2015

Outfit #100 - The fight song




Święta, Święta - i po Świętach! Minione dni zleciały zbyt szybko. Jedzenie, żarcie, jeszcze trochę opychania, a w przerwach od szamania - Scrabble. Nauczyłam babcie grać i cisnęły, że aż się miło patrzyło (gorzej się przegrywało). A Wam jak minęły ostatnie dni? Odpoczęliście? Mam nadzieję, że tak, bo ja czuję się energią naładowana aż w nadmiarze!


Ponieważ miałam czas by się wystroić - zdjęć sobie nie mogłam odpuścić. Rozpaczam trochę nad jakością fotografii - ciągle obiecuję sobie zainwestować w jasny obiektyw, bo moje kity w takich warunkach rady nie dają. Wiadomo jednak jak to jest: zawsze człowiekowi trafią się ważniejsze wydatki. Mimo to jestem całkiem zadowolona z tego co nam wyszło. Przede wszystkim, nieskromnie stwierdzam, że ja dobrze wyszłam. Ba, bosko (skromność: off). A zamartwianie się nadmiernym ziarnem w takiej sytuacji byłoby skrajnie słabe. Więc: nie zamartwiam, nie marudzę, zachęcam do podziwiania (bądź zjechania mnie, wedle woli, oczywiście!).

Monday, March 30, 2015

Outfit #99 - The Nobodies


Co jakiś czas pojawiają się tutaj stylówy, które mogłabym wrzucać do jednej kategorii - "luzak codzienny". Dziś - jeden z takich zestawów. Prosty, lekki, niepozorny. A jednak w mojej opinii - mający w sobie "to coś".

Gdy patrzę na poniższe zdjęcia w mojej głowie rodzi się jedno skojarzenie - z pewną amerykańską blogerką, którą uwielbiam. Z którą? Nie powiem. Jeśli jakimś cudem u kogoś z Was pojawi się to samo skojarzenie, odtańczę taniec radości. Nie, nie wrzucę filmiku, no way! 

Tuesday, March 24, 2015

Review #24 - Avon, Ultra Color Bold: Bright Nectar

Wiosna przyszła! A wraz z nią - najnowsze trendy. Tak jak rok temu - tak i w tym sezonie na naszych twarzach rządzić będą kolorowe szminki. Choć do tematu trendów mam stosunek dość sceptyczny: lubię wiedzieć, co w temacie piszczy - i na tym koniec; to malowanie ust na wyraziste kolory od zawsze było moim ulubionym sposobem na szybkie podkreślenie urody. Czemu więc nie upiec dwóch pieczeni na jednym ogniu - bosko wyglądać i wiedzieć, że to co się nosi jest IN? ;)

Dziś mam dla Was opinie o jednej ze szminek, którą wyjątkowo cenię za kolor - pomarańczę! Jednak kolor kolorem, ale liczy się też jakość... Czy warto? Przekonacie się czytając dalej!

Szminka Ultra Color Bold: Bright Nectar

 

Monday, March 16, 2015

Outfit #98 - Heart-shaped glasses




Czerwień - kolor miłości, siły i pewności siebie. Kiedyś w jednym z moich ulubionych programów na Discovery Channel przeprowadzano eksperyment. Sprawdzano jak mocno czerwień oddziałuje na człowieka. Po tym "seansie" - zapragnęłam mieć czerwoną sukienkę w szafie. 

all photos by Perfectamente Photography
Uwielbiam eksperymenty empiryczne - lepiej do mnie przemawiają niż statystyki. O co chodziło we wspomnianym programie? Zadanie było pozornie banalne: modelka miała przechadzać się ulicą. Najpierw w sukience w naturalnym odcieniu; następnie - w identycznej sukience (fason, materiał itd.) - tylko, że czerwonej.

Thursday, March 12, 2015

Outfit #97 - Cold blood


Podstawą dobrego wyglądu jest noszenie tego, w czym dobrze wyglądamy - nie powiedziałam nic odkrywczego, ale często w pogoni za trendami bądź zachwyceni widokiem ciucha na manekinie, o tej najważniejszej zasadzie zapominamy. Przez lata uczyłam się dobierać fasony do swojej figury. Jako nastolatka nosiłam najdziwniejsze rzeczy, niejednokrotnie wyglądając tak, że teraz na zdjęcia spoglądam z mieszaniną grozy i śmiechu. W końcu jednak jakiejś wprawy nabrałam.

The base of a good appearance is wearing clothes that look good on us - it's not a surprising rule, but we often forget about it. Especially when we are trying to be trendy or when we see something fantastic on a mannequin. Throughout the years I was learning to choose clothes that look good on my figure. Like a teenager I was wearing strange things, repeatedly I've looked awful. Now when I'm looking at old photos I feel a mix of terror and laughter simultaneously! It was a strange time. Finally I master it.

all photos by Ociec

Saturday, March 7, 2015

Outfit #96 - One track mind




Dążenie do kolorystycznej perfekcji bywa męczące - szczególnie gdy nie ma się do barw pamięci. Niejednokrotnie kupując jakąś rzecz myślałam: "o, będzie doskonale pasować z tym i z tym, a z tamtą bluzką to nawet wyjdzie komplet, bo mają ten sam odcień!". Guzik. Nigdy nie mają, nigdy nie pasują. Wspomnienia barw na ogół okazują się nie mieć nic wspólnego z rzeczywistością.

Gdy ubieramy się w czerń (mrau!) lub tworzymy zestawy oparte na kontrastach - nie mamy tego problemu. Odcienie, drobne niuanse w wybarwieniu - nie istnieją. Liczy się ogólny efekt. Problem jednak pojawia się gdy chcemy ubrać się od stóp do głów w jeden kolor (co, swoją drogą, od pewnego czasu jest bardzo modne). Pół biedy, gdy cały zestaw kompletujemy w sklepie, na zakupach. Gorzej - gdy próbujemy elementy dobrać do czegoś, co mamy już w szafie. 

Z zestawami mono jest ten problem, że odcienie muszą idealnie się zgrać. Drobne różnice - nagle zaczynają bardzo się rzucać w oczy. Dopiero próbując ubrać się od stóp do głów w jeden kolor odkrywamy jak wiele jest odcieni. Choćby taka czerwień - może być strażacka, karminowa, ciemna, jasna, krzykliwa; może wpadać w tony niebieskie lub pomarańczowe... Do zwariowania.

Dziś prezentuję Wam właśnie taki zestaw - w jednym odcieniu. Jego historia jest dość zabawna. Tregginsy posiadam w szafie od dawna, pelerynę zresztą też (coś więcej na jej temat pisałam TUTAJ). Kupowałam je osobno, jako okazje, zgodnie ze starą zasadą: z czernią bosko się zgrają. Oczywiście eksperymentowałam, najczęściej zestawiając je z jasnym, rozbielonym różem - jest to jedno z moich ulubionych "nieoczywistych" połączeń. Ale najlepiej grało z czernią. Koniec, kropka. 

Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie, gdy całkiem niedawno, przez przypadek - odkryłam, że te dwa ubrania są w identycznym odcieniu. Wielokrotnie przeszukiwałam sklepy, by stworzyć idealny zestaw w kolorze. A miałam go w szafie. Wystarczyło dobrać dodatki.

Jakie? Banalne, bo czarne. Musi być mrocznie (choć jak to kochana fotograf, autorka tych zdjęć określa: słodko-mrocznie tylko ze mną!). Jest więc szal, są klasyczne obcasy... i blezer (i, co chyba logiczne, bluzka pod blezerem, ale jej nie widać). O narzutce jednak wspominam - nie tylko z uwagi na wystające rękawy, ale przede wszystkim na czarne długie poły. Mar wszystkie takie wystające nieoczywistości określa jako menelskie - coś w tym jest. Współczesna elegancja bywa troszeczkę niechlujna. W tym cały urok, gdy coś tu dynda, a tam powiewa. Możemy czerpać z życia garściami nie martwiąc się o to, czy coś w stroju się nie przekręciło/przesunęło/wysunęło. Lubię taki elegancki luz.

 

Monday, March 2, 2015

Outfit #95 - Tell me that you need me



Nie wiem, który z kolei raz zaczynam pisać tę notkę. Wiem, że po raz ostatni. Pisanie, kasowanie, pisanie, kasowanie - istny Uroboros. 

Najpierw chciałam napisać o przyjaźni. Jednak co to za wpis, tak banalny. Co bym mogła powiedzieć? Prawdę, którą wszyscy znają. Że dobrze mieć przyjaciół. Bez nich ciężko żyć. Pomagają w kłopotach. Poprawiają nastrój. Nie są jak powietrze, bo przecież po świecie chodzą stuprocentowi socjopaci, a i socjopaci powietrza potrzebują. Ale bez nich życie byłoby, jakieś takie, słabe. Po prostu. 

Gadanie. 

Potem próbowałam napisać coś o sile. O tym, że mam charakter wojowniczki. I zręcznie chciałam przejść do punktu poprzedniego. Wojowniczka, która jednak bywa słaba. Szczególnie gdy dni są ciężkie - a ostatnio - są. Post mówiłby o walce z przeciwnościami losu oraz o tym, że dzięki przyjaciołom walkę łatwiej wygrać.

Gadanie. Jeszcze bardziej bezsensowne.

Ostatecznie uznałam, że zgodnie z ideą tego bloga spróbuję napisać o ciuchach. O kożuszku, o którym pisałam tysiąc razy i pewnie byście, za przeproszeniem, rzygnęli tęczą, czytając po raz tysiąc pierwszy. O sukience, którą przecież też tu pokazywałam. O blezerze, stanowiącym nieoczywistą plamę koloru na tle czerni. No i o kapeluszu, jakżeby inaczej. Jednak by pisać o tych rzeczach, potrzeba jakiegoś punktu zaczepienia, anegdoty. 

O, i w sumie anegdotę ową napiszę. 

Zdjęcia wykonała moja kochana przyjaciółka - Weronika. Jak tu zaglądacie, to znacie jej prace. Podreptałyśmy w kierunku garaży, rozejrzałyśmy się, ją fantazja poniosła. 

Udawaj, że przemykasz się między garażami, bój się, bój się zombie! Zombie są wszędzie, zombie to zło! 

Udawałam. Przemykałam. Kapeluszem przed atakiem na mózg się chroniłam. Nawet robiłam głupie miny - bo przecież się bałam.

Efekty poniżej. I tym dzisiejszy post o tym, o czym chciałam napisać, ale w końcu nie napisałam kończę (flaszka dla tego, kto rozszyfruje logikę tego zdania - matematycznie!). 

(chciałam napisać "bez odbioru", wiecie, tak dla zgrywy, ale jednak nie napiszę, bo lubię czytać Wasze komentarze)
all photos by Weronika Aira Achrem

Wednesday, February 25, 2015

Outfit #94 - Silly God Disco



I want to be enjoying the life though it will knock against a high wall hereafter 
I'm already dead however I was saved with the rock 

I swore I at that time. I will walk life that shines highest 
There is no fear. It gets it over though there is a painful day too 
Now let's go. The wing expands and goes to look for freedom and the glory
The world that extends to the place waits surely for you 

odoranai ka? Real Cinderella kizu darake no GARASU no MAACHIN de 

Hey God! Are you ready?


Dni mijają jak szalone, a każdy z nich wydaje się piękniejszy. Dużo na siebie wzięłam. Niektórzy twierdzą, że zbyt dużo - na razie jednak upieram się, że się mylą. Jeśli nie dziś spróbuję spełniać swoje marzenia - to kiedy? Aktywna Kobieta już za tydzień - ciekawe co z tego wyjdzie. Jestem bardzo dobrej myśli.

Wczorajszy wypad do Poznania i spotkanie z Weroniką zaowocowały nowymi zdjęciami. Za tło służyła nam Cafe Bimba - miejsce, które ugościło nas przepysznym grzańcem i jednym stoliczkiem na zewnątrz gwarantującym atmosferę umożliwiającą rozmowy od serca. Chciało nas też ugościć kocami, ale pogoda ostatnio jest tak piękna, że powoli zapominam czym są prawdziwe chłody.

Mało mieliśmy zimy - nie zdążyłam nacieszyć się kożuszkiem, o którego zakupie rok temu uparcie rozprawiałam. Nadal jest jednym z moich ulubionych okryć wierzchnich. Na szczęście - sprawdza się i o tej porze roku. W zestawieniu z letnią sukienką, generuje efekt, który sobie bardzo cenię. Zabawę w ciepło-zimno. Lekkie kontra ciężkie. Kontrasty. Zawsze mnie definiowały.

Dla podkreślenia efektu - neon rozświetla czerń. Koronkowe rajstopy toną w masywnych buciorach. Zakryta szalem szyja współgra z odsłoniętą twarzą. Odrastanie grzywki prowokuje mnie do zabaw z włosami. Nigdy nie miałam wyczucia do ich układania, ale zawsze słyszałam, że dobrze mi w zaczesanych. Eksperymentuję.

I dobrze się bawię. 

Gracie w ciepło-zimno? Czy takie zabawy konwencją nie są Waszą mocną stroną?

Sunday, February 22, 2015

Outfit #93 - This is war!




Koniec z czapkami, grubymi kurtkami, wielkimi szalami - nareszcie wiosnę czuć w powietrzu! Mam nadzieję, że stan ten utrzyma się do przyszłorocznej zimy. Powiadają, że nadzieja matką głupich. Z drugiej jednak strony - po co martwić się na zapas? Wiosna idzie! Cieszę się i tyle!

Dziś zestaw przejściowy - idealny na taką pogodę, jaką wczoraj mieliśmy w Wielkopolsce. Na pelerynę, którą widzicie na zdjęciach zachorowałam jakiś czas temu - uwielbiam peleryny, a khaki wdzianka w swojej szafie jeszcze nie miałam. Długo za nią chodziłam - zgodnie z zasadą, że podobają mi się rzeczy dziwne nie bałam się, że ktoś mi ją wykupi. Łaziłam więc do Pull&Bear, czekałam na ostatnie przeceny i jest - moje nowe cudo dorwałam za niecałą stówkę! Cena za coś co noszę zamiast kurtki - niezła. 

Oczywiście, gdy ją przymierzyłam długo zastanawiałam się "o co chodzi". Zacznijmy od kaptura - nie pytajcie mnie czemu ma z wierzchu pikowaną podszewkę (dla sprostowania: w środku podszewkę też ma). Tak, wiem, że to ozdoba, ale ubawilibyście się widząc mnie gdy pierwszy raz go mierzyłam i próbowałam się zorientować o co chodzi. Oczywiście jak każde rozwiązanie dziwne - tak i to z miejsca skradło moje serce. Tak samo jak wykorzystanie tej "pikowanej podszewki" w formie wielkiego kołnierza i na dole peleryny. Diabeł tkwi w szczegółach, a tu szczegóły mamy z efektem "wtf" i "wow" jednocześnie. Dla mnie bomba.

Dobra, ja tu o pelerynie, a przecież naga pod nią nie jestem. Zestaw minimalistyczny i bardzo w moim stylu -  leginsy z efektem starej skóry i ogromny sweter. Na blogu pojawił się tylko raz, mniej-więcej rok temu - TUTAJ. Uwielbiam jego oversize'owy fason, grubaśny splot i farbowanie jakby szalony artysta psikał złotą farbą. Oprócz tego - kozaki. W końcu to jeszcze wczesna zima, a jak styl militarny to buty muszą być z przytupem.

Post ten planowałam rzucić wczoraj - powstrzymała mnie istna wojna, którą stoczyłam z Photoshopem. Peleryna (tak, znowu o niej) jest w kolorze khaki. Jak to moja rodzina ochrzciła (wszystkie dziwne wdzianka, który przynoszę do domu zyskują nazwy bazujące na pierwszym skojarzeniu) - pelerynka harcerza. Natomiast na zdjęciach choćbym się dwoiła i troiła - robiła się brązowa. W końcu uzyskałam kolor, który na moim ekranie wygląda tak jak naprawdę - ciekawa jestem jak Wasze monitory go odbierają, hm?

Lubicie styl militarny w takim szybkim wydaniu? Ja w tym roku na nowo go odkrywam - i popadam w zachwyt. Jest moc!


Thursday, February 19, 2015

Aktywna Kobieta - zaproszenie na wydarzenie!

Czytałam w sieci wiele poradników o tym jak blogować. Większość z nich pisana była przez rozpoczynające swoją przygodę nastolatki. Trafiłam jednak też na kilka perełek pisanych przez profesjonalnych blogerów. Regularnie przewijającą się tam zasadą było: nikogo nie obchodzi twoja długa nieobecność na blogu - więc się z niej nie tłumacz i nie przepraszaj. Dla mnie ta zasada to bzdura.

Bloga zwykle prowadzi się z dwóch powodów (które potem można rozpisać na dziesiątki podpunktów):
- po pierwsze - dla siebie;
- po drugie - dla czytelników.
I o ile fakt, że prowadzę go dla siebie sprawia, że za nieobecność przepraszać nie zamierzam; o tyle fakt, że to także jest Wasze miejsce - w końcu to Wasza obecność tutaj poniekąd sprawia, że osiągam sukcesy - czuję się zobowiązana krótko się wytłumaczyć.

Od ostatniej notki minęły prawie dwa tygodnie - zgroza, szczególnie, że staram się pilnować dwóch postów tygodniowo. Wyjaśnienie jednak jest proste: sesja egzaminacyjna i praca i pisarstwo. O ile to drugie pochłaniało mnie zawsze, to trzecie także (choć teraz pisałam intensywniej, bowiem nareszcie skończyłam powieść) o tyle to pierwsze jest koszmarem każdego studenta i jednocześnie wiąże się z kolejnym faktem: odkąd zdałam wszystkie egzaminy, odpoczywam w domu. A tutaj mam ograniczony dostęp do fotografa. Dlatego dziękuję za Wasze zrozumienie, cierpliwość, a teraz, jako szczęśliwa studentka drugiego semestru - na nowo rozkręcam tę machinę. Liczę, że zostaniecie ze mną (werble, fanfary i takie tam)!

Szczególnie, że dzisiejsza notka podyktowana jest tym, że będę się chwalić. A jak już wspominałam - blog staje się popularny dzięki czytelnikom, więc pewnie bez Was nie spotkałaby mnie tak fajna przygoda.

Panie i Panowie, zapraszam Was na wykład, który poprowadzę! Dotyczący blogosfery - dwa blogi, kilka lat doświadczenia - myślę, że będę miała o czym opowiadać. Szczegóły - w notce oficjalnej i na plakacie - czyli poniżej. Wydarzenie organizuje Uniwersytet Ekonomiczny we współpracy z Butterfly Agency Models i Fundacja Jedyna Taka. Ręczę więc, że będzie fajnie! Ręką, nogą, czym tam chcecie!

To jak, wpadniecie? :)


Monday, February 9, 2015

Outfit #92 - City of Angels



Plama koloru. Im zimniej na dworze, tym chętniej noszę barwy. Przekorną mam naturę. Szczególnie, że w tym roku zima zwariowała - biały puch okrywa świat, słońce świeci, a temperatura jak na luty jest bardziej niż znośna. Spytacie więc czemu zdjęcia zimowego zestawu w domu, czemu nie korzystam z tej pięknej słonecznej aury? Odpowiedź jest prosta: siedzę chora. Jak zawsze gdy pogoda leci w kulki. Ale gwarantuję Wam, że zestaw ten noszę i na co dzień i na spacery, a nie tylko w pokoju przed obiektywem.

Jak zwykle - siła tkwi w fakturach. Ogromny kożuszek, który wielbię bezustannie, kontrastuje z lateksowymi legginsami. Uwielbiam je, choć zawsze wywołują we mnie mnóstwo frustracji. Nauczyłam się już kupować najtańsze - próbowałam różnych marek i efekt zawsze jest ten sam - kilka tygodni noszenia i w lateksie mamy dziury, przetarcia, zadrapania. Nie spotkałam ubrania tak bardzo "jednorazowego" (a ja wychodzę z założenia, że to ciuch ma dostosowywać się do mojego tempa, a nie ja do jego wytrzymałości). Faktem jednak jest, że nogi w nich wyglądają... no, sami widzicie. Powiedzieć spektakularnie to mało. Buty - koniecznie na obcasie. Granatowe i na tyle dziwne, że gdy je ujrzałam lata temu w sklepie, samotnie stojące na półeczce i czekające na mnie, z miejsca dostały wysoką pozycję na liście ulubieńców. W końcu dziwność jest nieodłącznym elementem piękna.

Biżuteria - minimalistyczna. Wisiorek z heartagramem dla podkreślenia natury czarnego romantyka, opaska z ćwiekami i kilka pierścionków. Nie znoszę dużych dekoltów w bluzkach niewypełnionych żadną ozdobą, jednocześnie ten zestaw sam w sobie jest na tyle mocny, że nie potrzebuje mocnych dodatków.

Ponoć kobalt znów ma być modny... Pamiętam, że w liceum nosiłam wszystkie odcienie niebieskiego. Potem, gdy usłyszałam, że czerń i granat to połączenie rodem z mundurka szkolnego - pokłóciłam się z nim. Teraz przeszły mi takie dziwne skojarzenia. Znów twierdzę, że te barwy uzupełniają się doskonale! A Wy, jak oceniacie ten zestaw?

all photos by Ociec
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...