Followers

Tuesday, July 22, 2014

Outfit #68 - сумерки



all photos by Agata Bączkiewicz


Kocham lato! Słońce, upały, długie dni i ciepłe noce. Mogłabym żyć w kraju, w którym słońce świeci na okrągło - dodaje mi energii, sprawia, że po prostu chce się żyć! Latem zawsze moje życie wygląda tak, jak lubię najbardziej: mam siły by szaleć i pracować za dwoje, chęci by tworzyć. Jest czas na podróże, a także nadrabianie uczelnianych zaległości (ach, ta Polibuda). Jest czas na pisanie powieści (nareszcie!) i topienie się w jeziorze (ale w końcu nauczę się pływać, a co!). Na radości i obowiązki, które także stają się przyjemnościami.



Lato ma jednak jedną wielką wadę... Ciuchy! Nie jestem fanką letnich stylizacji, bo zawsze mi "czegoś brakuje". No bo jak to - zestaw bez ukochanej marynarki? No way! Zresztą każdy kto tu zagląda chyba już odkrył moją miłość do wszelkich narzutek: żakietów, blezerów, peleryn... I jeszcze buty! Ach, masywne buciory, które zawsze wywołują skrajne emocje. Miłości ma! Jak się bez Was obejść?




Trzeba jednak sobie radzić! Tym razem postawiłam na minimalizm - z przymrużeniem oka. Na pozór prosty zestaw: legginsy i dłuższy t-shirt, zyskuje przy bliższym poznaniu. Bluzka składa się z trzech warstw (do ciała, luźna długa przeźroczysta i luźna krótka bawełniana), a legginsy... są dziwne. Najprościej mówiąc. Bo tak, moi mili - to nadal są legginsy. Z obciętymi nogawkami przypinanymi na klamerki - nietypowy element, który źle noszony zrobi z nas dziwkę, dobrze - gwiazdę rocka. No dobra, może zbyt skrajnie to ujęłam, ale posługując się ogólnikami tak by było ;)




Równie ważne co baza są dodatki: ćwieki i krzyże podkreślają rockowy charakter. Zamiast jednak typowej obroży, wybrałam luźną opaskę z długimi kolcami - ciekawie prezentuje się na co dzień - kojarzy mi się z wakacyjnymi festiwalami. Do tego - masywne buciory! Taaak, doooobra, maaacie rację, nie mogłam sobie odpuścić ;) Na szczęście to model cut-out (taki... powycinany, o!), więc nogi w nich się przesadnie nie grzeją.

Jak dla mnie - zestawienie idealne na wakacyjny dzień, gdy obowiązki mieszają się z przyjemnościami, a naładowana promieniami słonecznymi nie mam ochoty za dużo myśleć o tym co na siebie włożyć. Prostota przychodzi mi odruchowo - na szczęście!



Na koniec - słów kilka o zdjęciach. Zachwycam się nimi (zdjęciami, nie sobą - spokojnie, resztki skromności zachowałam ;)), więc trzeba pochwalić - autorką jest dziewczyna, którą przez przypadek odkryłam na innym blogu stylizacyjnym - Agata Bączkiewicz. Dzień był dziwny - słońce mieszało się z deszczem, a Poznań nie chciał zaszczycić zachwycającymi miejskimi (i, przede wszystkim, nowoczesnymi) krajobrazami. Mimo to - udało się! Stojąc przed obiektywem zupełnie nie spodziewałam się efektów. Czasem w czasie zdjęć jest tak, że od razu czuję - tak, to jest to! Czasem marzę o tym, by wyszły choć dwa (bo nie lubię uczucia, że dzień był zmarnowany) - tak było w tym wypadku. A tu - proszę. Dostałam tyle fot, że z ledwością wybrałam najlepsze. Brawa dla Agaty ode mnie (a i Wam mam nadzieję się podoba :)).






Leggings: Black-Garden.pl
Shirt: Zara
Shoes: DeeZee.pl
Ring-cross: no name
Ring: H&M
Necklace: no name
Bracelet: no name
Nails: AllePaznokcie.pl, Holographic Nail Polish

Sunday, July 20, 2014

Outfit #67 - Romantic Sunset


Jakże piękne jest słońce, gdy się rozpłomienia
Rzucając nam dzień dobry! Jak wybuch z ciemności
- Szczęśliwy ten, kto może pozdrowić w miłości
Swój zachód promienniejszy nawet od marzenia!

Wspomnę!... Widziałem... kwiaty, źródło, łan, w dolinie
Omdlewały jak serce drżąc pod jego okiem.
- Prędzej, do horyzontu biegnijmy przed zmrokiem,
By schwytać jeszcze skośny promień, zanim zginie.

Ale znikającego próżno ścigam Boga;
Cesarstwo swe pośpiesznie roztacza Noc sroga,
Czarna, mokra, febryczna, pełna grozy głuchej;

Woń grobów płynie poprzez ciemność, a przy bagnie
Moja dreszczem przejęta noga miażdży nagle
Zimne ślimaki i niespodziane ropuchy.

Charles Pierre Baudelaire, "Romantyczny zachód słońca"
How beautiful is the sun when freshly it rises,
Like an explosion sending us its greeting!
— Grateful is the one who can with love
Salute its setting more glorious than a dream!

I remember ! I have seen all, flower, stream, furrow,

Swoon under its eye like a palpitating heart.
— Let's run to the horizon, it is late, let's run fast,
To catch at least an oblique ray!
But I pursue in vain the God that retreats;
The irresistible Night etablishes its empire,
Dark, humid, baneful and full of shudders;

An odor of a tomb in the shadows swims,

And my frightened foot crumples, on the marsh's rim,
Unpredictable toads and cold slugs.

Charles Pierre Baudelaire, "Romantic Sunset"


all photos by Patrycja Artowicz <3






Overalls: New Yorker
Jacket: H&M
Shoes: CCC
Hairband: Rosewholesale
Ring: no name

Thursday, July 17, 2014

Giveaway with Rosewholesale!

Dears! Today - something special! Two months after first edition: I have for you second giveaway with Rosewholesale! Isn't it great?!

Kochani! Dziś - coś specjalnie dla Was. Dwa miesiące po pierwszej edycji - edycja druga rozdania z Rosewholesale! Wspaniała wiadomość, nieprawdaż? :)


How can you win?
Co zrobić, by wygrać?


At the comment leave link with your favourite product from Rosewholesale and your e-mail address. It will be nice if you will be my follower (but it's not required). Remember - if you win you will have to register at Rosewholesale using the same e-mail!

Zostaw w komentarzu link do wybranego produktu z oferty Rosewholesale oraz adres e-mail... I czekaj na informację! Może to Ty zostaniesz szczęśliwym zwycięzcą? Miło mi będzie jeśli przy okazji zostaniesz moim obserwatorem (nie jest to jednak obowiązkowe). Ważne: jeśli wygrasz, będziesz musiał(a) zarejestrować się na stronie podając ten sam adres e-mail!

What can you win?
Co można wygrać?

Giftcard 20$ for free samples! Remeber - giftcard includes shipping.

Kartę o wartości 20$ na zakupy w Rosewholesale (kwota na karcie może także pokryć koszty wysyłki)!

When competition ends?
Do kiedy?


Until July 29!

Konkurs trwa do 29-go lipca włącznie!
LINK
LINK
LINK

GOOD LUCK!
POWODZENIA!

Saturday, July 12, 2014

Review #19 - Garter from Dream Catchers

Są takie dodatki, w których zakochuję się od razu! Tak jest z ostatnio modnymi w alternatywnych stylizacjach podwiązkami. Ludzie albo je kochają, albo nienawidzą - ciężko o neutralne opinie. Ja jestem w tej pierwszej grupie, gdy więc dostałam jeden ze swoich wymarzonych modeli od Dream Catchers - piałam z zachwytu. Czy zdał jednak testy jakościowe? 



Podwiązka wykonana jest bardzo solidnie. Choć to ręczna robota, nie uświadczymy krzywych cięć czy nierównych szwów. Ćwieki przymocowane są solidnie. Mocowanie zakryte jest kawałkiem gumy, nie ma więc obaw, że będzie drapać skórę. 


Zrobiona w całości z gumy, ładnie dopasowuje się do uda (choć najniższy pasek mógłby być trochę węższy - ale to kwestia kształtu nogi). Warto zauważyć, że robiona jest na wymiar. W tym miejscu apeluję: dziewczyny, nie zaniżajcie swojego rozmiaru (wiem, że to zawsze kusi ;))! Zbyt ciasna podwiązka nie dość, że będzie brzydko odcinała się na ciele, to jeszcze stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia - długotrwały ucisk na kończynie jest wyjątkowo niebezpieczny. Ale spokojnie - wystarczy się dokładnie wymierzyć i problem z głowy. Guma dobrze trzyma się skóry, więc nie ma obaw, że podwiązka będzie nam się zsuwać.


Dostałam wersję z plastikową żabką - noszona samodzielnie wygląda tak, jak widać na zdjęciach - nie każdemu może się spodobać. Ja mam mieszane uczucia. Natomiast przypięta do pończochy prawie znika - plastik jest przeźroczysty. Jeśli jednak komuś się to nie podoba - dostępne są też wersje z metalową żabką.

 
 

Na zakończenie mogę tylko powiedzieć, że szczerze polecam podwiązkę od Dream Catchers. Wykonana jest porządnie i bardzo fajnie prezentuje się na nodze. Na pewno będzie stanowiła interesujący dodatek do stylizacji (nie tylko alternatywnej)! A przy tym wspieramy polskie rękodzieło. Lubię to!

 

Dziękuję Dream Catchers za okazane zaufanie i przekazanie produktu do opinii.

Wednesday, July 9, 2014

Outfit #66 - I've crossed oceans of wine to find you



Ostatnio miałam więcej niż zwykle okazji do założenia czegoś eleganckiego - egzaminy, wyjazdy, sytuacje, w których można pozwolić sobie wyłącznie na odrobinę kontrolowanego luzu. W takich chwilach wybieram rozwiązania najprostsze - a jednocześnie niezwykle efektowne. Sztywnej i nudnej elegancji mówię stanowcze nie - kobiecej i podkreślającej pewność siebie - tak!



Sukienka, żakiet, buty - niby nic, a jednak wiele. Mała Czarna to ta część garderoby, która jest nieśmiertelna - odpowiednio dobrana do sylwetki i urody może robić za całą stylizację. Mój ulubiony model ma duży dekolt i równoważącą go długość za kolano. Do niej dobrałam eleganckie szpilki z seksownym paskiem wokół kostki i króla stylizacji: wzorzysty żakiet. Upolowałam go wiele lat temu w H&M, ale ciągle darzę miłością bezgraniczną - gruby miękki materiał, oryginalne wzory, wyrazista, ale stonowana kolorystyka i urocze malutkie guziczki. Lubię sieciówki, ale rzadko się trafi za niewielkie pieniądze coś tak doskonałego. I pomyśleć, że nikt go nie chciał - po miesiącach zaglądania do sklepu dorwałam go w końcu na wyprzedaży... Ach, to były czasy, gdy byłam cierpliwym człowiekiem! ;)



Choć ostatnio modne jest noszenie dodatków w nadmiarze - ja jak zwykle podświadomie działam na przekór. Zawsze byłam miłośniczką ogromnej ilości biżuterii - w tym sezonie coraz częściej trafia do mnie minimalizm. Dlatego wybrałam jeden, ale naprawdę mocny element - pierścionek. Ogromny kamień podkreśla delikatność moich dłoni, a wyrazisty kolor skrywa w swej głębi mroczne tajemnice... Błękitny lakier do paznokci daje fajny kontrast kolorystyczny, jednocześnie ładnie współgrając z granatowymi wzorkami na żakiecie (tak, pewnie dopiero teraz je zauważyliście - a są świetne!).



Mamy lato, a pogoda szaleje - czasem słońce, czasem deszcz. Istne Bollywood! Tak było i w dniu robienia zdjęć. Chyba nie widać, ale stoję w ulewnym deszczu. Moja Prywatna Pani Fotograf miała nie lada wyzwanie, pierwszy raz walcząc z tak trudnymi warunkami atmosferycznymi. Myślę, że podołała. Swoją drogą... tak często słyszałam od ludzi: ach, bo ja bym chciał mieć kiedyś foty w deszczu! Ach, bo to takie romantyczne i łał i super! Ja nigdy nie chciałam - nie lubię moknąć i romantyzmu nie wyczuwam. Jestem strasznym zmarźluchem, a gdy widzę deszcz najchętniej skrywam się w domu z książką. A jednak - zdjęcia mam. Taki spontan! :) (spokojnie, fotograf ani aparat nie ucierpieli w trakcie tego niecnego procederu, stojąc grzecznie pod parasolem; przy okazji pozdrawiam sympatyczną kelnerkę z Tarasów Cytadeli, która z zainteresowaniem przyglądała się naszym poczynaniom ;))




dress: Carry
jacket: H&M
shoes 
ring: New Yorker
nails: Golden Rose

Monday, July 7, 2014

Review #18 - Headband with studs from Rosewholesale

Jakiś czas temu zdecydowałam się na współprace z Rosewholesale. Mogłam wybrać sobie kilka drobiazgów. Choć decyzja nie była łatwa - oferta sklepu jest ogromna - to w końcu zdecydowałam się na dwie spódniczki (jedną z nich widzieliście w TYM poście) i opaskę z ćwiekami. Dziś kilka słów na temat tej efektownej ozdoby do włosów.



Uwielbiam opaski, choć nie noszę ich zbyt często - uważam, że wymagają wyczucia i często wystarczą jako jedyny element biżuteryjny w stylizacji (choć ja przekornie uwielbiam miksować je z dużą ilością biżuterii). Kocham też ćwieki - na ubraniach, butach, bransoletkach... Naturalne więc było, że któregoś dnia w mojej szkatułce z biżuterią znajdzie się miejsce dla opaski z ćwiekami.

Wybrany przeze mnie model jest chyba najbardziej klasycznym i najczęściej spotykanym wśród alternatywnych stylizacji - małe stożki w jednym rządku są jednocześnie wyraziste, ale też subtelne. Idealnie podkreślą charakter rockowej stylizacji, a nie będą przy tym zbyt kontrowersyjne. W sam raz na co dzień.

Egzemplarz od Rosewholesale na pierwszy rzut oka robi bardzo dobre wrażenie - ćwieki są przymocowane równo, a opaska dobrze trzyma się głowy. Dopiero przy bliższym kontakcie odkrywamy, że ćwieki trzymają się wyłącznie dzięki drucikowi oplecionemu wokół opaski. Obawiam się, że w momencie, w którym drucik pęknie - ciężko będzie uratować sytuację. Na pocieszenie mogę jednak stwierdzić, że w ramach testów mocno ją wytarmosiłam i ćwieki przeżyły! W trakcie normalnego użytkowania - nic nie powinno się stać. A i pogo raczej też przetrzyma.



Warto wspomnieć, że choć opaska spędziła już trochę czasu u mnie, to nic złego z ćwiekami się nie stało - nie zmieniły koloru ani nie pokryły się żadnym nalotem, często spotykanym na taniej biżuterii. Nie wiem jak będzie za pół roku - ale na tę chwilę, po ponad miesiącu, żadnych zmian nie widzę.



Opaska pokryta jest materiałem. Ładnie to wygląda, choć za uszami zakończenia już nie są zbyt dokładne. W sumie to dość typowe dla tego typu produktów. Końcówki wygięte są dość mocno, przez co jedna drapała mnie za uchem. Wystarczyło jednak włożyć odrobinę wysiłku i wyprostować - a problem znikł.



Jak widać - opaska od Rosewholesale nie robi piorunującego wrażenia dbałością o szczegóły, ale nie jest też zła. Za cenę niecałych trzech dolarów - mogę ją polecić. Rolę ozdoby do włosów spełnia bardzo dobrze - a czego właściwie więcej można oczekiwać?

Opaskę znajdziecie TUTAJ.


Dziękuję Rosewholesale za okazane zaufanie i przekazanie produktu do opinii.

Wednesday, July 2, 2014

Outfit #65 - In Wonderland

Na niektóre rzeczy warto czekać. Na przykład na zdjęcia od świetnego fotografa. Równo miesiąc od zapowiedzi, która pojawiła się na moim fanpage'u - prezentuję efekty współpracy z genialną artystką. Panie i Panowie, przed Wami prace Necronaut!

Uwielbiam wyraziste nadruki - zauważył to pewnie każdy, kto odwiedza mnie regularnie. Były już grochy, paski, krzyże... Dziś pora na usta!

Bluz(k)ę wypatrzyłam w H&M jakoś w lutym. Gdy ją ujrzałam - od razu wiedziałam, że musi być moja. Śliski materiał, piękny nadruk, nowoczesny minimalistyczny fason. Wszystko to, co uwielbiam. Oczywiście praktycznie do niczego mi nie pasowała.

Kilka miesięcy później przeżyłam to samo w z butami... I nagle, dwa kontrowersyjne w mojej mrocznej szafie elementy - stały się najlepszymi przyjaciółmi! Noszone razem tworzą świetny duet! Do tego spódniczka, zakręcone dodatki - i voila, gotowe! Jak Wam się podoba?








blouse: H&M
skirt: no name
ring: New Yorker
hairband: New Yorker
shoes: Nike

Wednesday, June 25, 2014

Review #17 - Ouija planchette from Zombie Unicorn Jewelry

Tym razem krótko, duszno i straszno... Słów kilka o kolejnej ze słodkości od Zombie Unicorn Jewelry znajdującej się w mojej kolekcji - wisiorku w kształcie wskaźnika do tablicy Ouija.

Spieszę z wyjaśnieniem dla osób niewtajemniczonych - tablice Ouija służą wywoływaniu duchów. Na pewno widzieliście takie w filmach - czy to horror, czy komedia, schemat zwykle podobny - grupa nastolatków znajduje tablicę z nadrukowanymi literami na strychu/w piwnicy/w głębi szafy/idzie drogą i widzi "o, tablica sobie leży" (niepotrzebne skreślić) i podekscytowana tematem - próbuje wywołać ducha. Zwykle kończy się to nawiedzeniem, straszeniem i innymi nieprzyjemnymi przypadkami. Wskaźnikiem do tablicy (bo dziś o nim głównie post) może być tak naprawdę każdy przedmiot. Profesjonaliści jednak nie zadowalają się długopisem czy kieliszkiem (co za passe!), a mają coś specjalnego... Ot, kawałek drewienka o ładnym obłym kształcie. Z dziurką, z dziurką koniecznie.


Koniec bajek. Nie wierzę w duchy (albo inaczej: nie wierzę, ale z chęcią jakiegoś poznam ;)) i jestem osobą twardo stąpającą po ziemi. Jednocześnie - mam w zwyczaju nie negować istnienia zjawisk nadprzyrodzonych - za kilkadziesiąt lat pewnie będą ludzie nazywać je fizyką, dzisiaj jednak - niech będzie, że magia. Co komu szkodzi. Z łezką w oku jednak wspominam czasy dzieciństwa, gdy zamykając się w szatni ze znajomymi próbowałam wywoływać duchy. A potem w pokoju. A potem na Halloween. Na świetlicy szkolnej chyba też. Dżizis! Gdzie ja tego nie próbowałam? ;) Najlepsza historia? Gdy w jedną z wielu imprez Halloweenowych rodzice w kluczowym momencie wykręcili korki. Nigdy nie zapomnę tego wrzasku.



Wisiorek, który dziś pokazuję - jest właśnie takim wskaźnikiem. (Też poczuliście ten nagły powiew zimnego powietrza?)

Wykonany został ręcznie (jak wszystkie cudeńka od ZUJ) z modeliny. Mi przypadł do gustu kolor niebieski. Precyzję wykonania widać na zdjęciach - jak zwykle wszystko ładne, gładkie i równe... oprócz wycięcia. Ha, pierwszy raz mam do czego się przyczepić - wycięcie nie jest idealne, a poszarpane. Stety-niestety, w trakcie noszenia nie widać tego w najmniejszym stopniu.



Pierwszy raz mam od ZUJ coś, co zostało pokryte wzorkami. Motyw jest bardzo ładny, ręcznie malowany, dopasowany do stylistyki biżuterii. Mi odpowiada.

Łańcuszek - kolejna mocna strona produktu. To jeden z tych ładniejszych odcieni srebra - zimny, delikatny, na wysoki połysk. Robi naprawdę dobre wrażenie. Dzięki zapięciu możemy szybko założyć wisiorek. Wada? Brak regulacji długości, choć z założenia ma on leżeć na dekolcie i jest tak dopasowany - że wypada akurat.



Duchów wywoływać już nie planuję - lepiej z nimi nie zadzierać, nawet jeśli się nie wierzy. Jednak wskaźnik uważam za naprawdę świetne uzupełnienie stroju - nie tylko na seans spirytystyczny, ale także by dodać sobie magii na co dzień. Turururu! (znikam w oparach dymu)

Dziękuję Zombie Unicorn Jewelry za wisiorek do recenzji <3