Wednesday, June 24, 2015

Outfit #108 - You're lost little girl



Marzenia trzeba spełniać. Te duże, ale też te malutkie. Nie ma jednej definicji szczęścia. Każdy ma swój sposób na życie. Ostatnio w moim życiu wykrystalizowała się nowa zasada. Cieszyć się z rzeczy małych, dążyć do rzeczy wielkich. Proste, choć trudne jednocześnie. Szczególnie gdy ma się tak skrajny charakter jak mój - trochę melancholii, odrobinkę socjopatii, dużo uporu, od groma marzycielstwa i jeszcze więcej pracoholizmu.

Ten post sponsorują marzenia. Rzeczy wielkie i małe jednocześnie. Proste radości, które urosły do rangi prywatnych gigantów.


Wednesday, June 10, 2015

Outfit #107 - Personal Jesus


Szkło. Metal. Dżins. Czy to nie piękna kompozycja?

Wędrując z Perfectamente w okolicach Szkoły Muzycznej w Poznaniu i Uniwersytetu Ekonomicznego szukałyśmy idealnego pleneru na zdjęcia. Plan? Dach. Taras. Coś wysoko. Zaintrygowane informacją, że w Ekonomiku można wyjść na taras, rozpoczęłyśmy poszukiwania windy. Winda była. Szkoda, że nie działała. Winda na uczelni, jedyna pozwalająca dostać się do budynku. A nasz czas - jak zawsze wyliczony co do minuty - nie uwzględniał poszukiwań kogoś, kto miałby czarodziejski kluczyk. Śrubokręt. Magiczne palce uruchamiające przyciski. Lub coś w tym stylu.

W końcu idealny plener znalazłyśmy gdzieś między nowszymi budynkami wspomnianych szkół. Parking, skryty w cieniu, ze szkłem w pięknych odcieniach. I oszklony korytarz, do którego by dotrzeć, musiałyśmy przemknąć między skupionymi studentami. Stali z instrumentami. Zdawali się czekać na egzamin. W nowych, a przywodzących jednak na myśl odległe czasy, murach niosły się dźwięki próby. Ludzie zdawali się jacyś bardziej cisi niż na innych uczelniach. Skupieni. Może efekt chwili, może tak na nich działa ten budynek. Najważniejsze, że wypatrzony korytarz okazał się idealny. Szklany i nowoczesny.

Z Perfectamente się śmiejemy, że zawsze szukamy idealnego pleneru, a w końcu i tak trafiamy gdzieś, gdzie jest dużo szkła, metalu. Gdzieś gdzie rządzi nowoczesność. Ale wiecie co? Kocham taką architekturę. To mój styl.


Na prezentowany zestaw patrzę z uśmiechem. By nie rzec - ze śmiechem.

Wednesday, June 3, 2015

Outfiit #106 - Opium


Są takie dni, gdy nawet mi - nałogowej pracoholiczce - nic się nie chce. To był jeden z takich. Kilka godzin pracy, a potem całe popołudnie poświęcone na leniuchowanie. Błogie odpoczywanie. Chill out.

Są takie osoby, z którymi widujemy się niezwykle rzadko, ale od razu odbieramy na tych samych falach. To ten rodzaj znajomości, gdy po roku bez kontaktu - wyrusza się gdzieś razem i można rozmawiać o wszystkim. To ten rodzaj znajomości.

Ivy Obvious przy okazji naszego corocznego spaceru (to chyba stanie się jakąś tradycją; podwójnie zabawną, gdyż dzieli nas szalone 20 km) postanowiła pobawić się aparatem. Ja miałam przyjemność zadebiutować przed jej obiektywem. Debiut podwójny: dla mnie, ale też dla niej, dziewczyny robiącej genialne zdjęcia, ale jeszcze nigdy nie współpracującej z modelką. Wpadnijcie na jej Instagram click! - na mnie robi ogromne wrażenie.

Było pole, był spacer, był śmiech. Było też słońce, piwo, upierdliwy wiatr i cmentarz choleryczny. Nie ściemniam - takie widoki tylko na wsi niedaleko mnie. Wsi, której nazwa budzi zawsze zainteresowanie - Małachowo Złych Miejsc. Plotka głosi, że nazwa pochodzi od jakiegoś ducha, który powoduje wypadki samochodowe. Dla mnie bardziej prawdopodobne, że związek ma właśnie z tym cmentarzem.

Takie leniwe, choć owocne, popołudnia cenię sobie ponad wszystko. Te kadry są wyjątkowe nie tylko z powodu stylizacji. Ot, skórzane rurki, czarny t-shirt, wielka kurtka i szpilki - ponadczasowo i rockowo. Jednak o wyjątkowości ujęć stanowi ładunek emocjonalny, który ze sobą niosą. Bo ja jak na nie patrzę - od razu się uśmiecham. A choć dla Was one wartości emocjonalnej nie mają, to wyrażę swą nadzieję, że się spodobają.

all photos by Ivy Obvious

Friday, May 29, 2015

Win 1000 euro worth of Queen of Darkness clothes!


WIN 1000 EUR WORTH OF QUEEN OF DARKNESS CLOTHES AND ACCESSORIES OF YOUR CHOICE!

What?!
Yes, really: 1000 eur for shopping! It's the best contest of this summer!

Why?
Queen of Darkness is celebrating amazing 10 years of existence and 10 ambassadors in their team (me! yes, me, too!) so they started this giveaway! It is open for everyone: regardless where you are from! You can easily register with name, last name and email address!

How?
Here is the link to the registration tab:  https://www.facebook.com/Queen.of.Darkness.fashion/app_224414684399305

Is that all?
YES! Good luck!

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

WYGRAJ 1000 EURO NA ZAKUPY W QUEEN OF DARKNESS!

Co?!
Tak, serio, tysiak na zakupowe szaleństwo! To najlepszy konkurs tych wakacji!

Dlaczego?!
Queen of Darkness świętuje 10 lat istnienia oraz pierwsze 10 oficjalnych ambasadorem (a w tym zacnym gronie i ja jestem!). Z tej okazji: rozpoczynają konkurs! Otwarty dla każdego, nieważnego gdzie mieszkasz. 

Jak mogę wygrać?!
Wystarczy, że zarejestrujesz się swoim imieniem, nazwiskiem i adresem e-mail pod tym linkiem: https://www.facebook.com/Queen.of.Darkness.fashion/app_224414684399305

To wszystko?
Tak! To wszystko! Powodzenia!



All posts with #QODFASHION:

VISIT QUEEN OF DARKNESS SHOP AND FIND MORE BEAUTIFUL GOTHIC ITEMS!


Monday, May 25, 2015

Outfit #105 - Scars



Codziennie czekam na coś specjalnego. Codziennie próbuję zrobić coś wielkiego. Mam w sobie od groma energii i pasji, ale tak często zmuszona jestem czekać. Na decyzje. Na pomysły. Na akceptację innych. To nudne! Leniwe weekendy sprawiają, że jestem bardziej melancholijna. Potrzebuję adrenaliny. Znowu.

Everyday I'm waiting for something special. Everyday I'm trying to do something big. I feel a lot of power, but I have to wait. For decisions. For ideas. For other people's acceptations. That's boring. Lazy weekends make me more melancholic. I need adrenaline. Again.

all photos by Aira Photo

Wednesday, May 20, 2015

Outfit #104 - In joy and sorrow



Kwiaaaaaaaatki! - taki radosny okrzyk wydobył się z mojej mrocznej duszy, gdy na fejsie odkryłam, że pod poznańską Operą znowu rozłożono kwiatowe dywany. Nie było innej opcji - MUSIAŁAM zaciągnąć tam moją mroczną fotografkę, Weronikę "Aire" Achrem. I co z tego, że pogoda nie dopisała, a po szybkiej sesji trafiłyśmy prosto w ramiona szalejącej burzy. Zdjęcia z kwiatkami są? Są. Jestem szczęśliwa.

 

Tuesday, May 12, 2015

Outfit #103 - Golden age of grotesque

photo by Szymon Anapt Siwak
Harmider. Ostatnie poprawki makijażu. "Czy dobrze wyglądam?", "Czy szminka mi się nie starła?" - zewsząd padają pytania. Każdy chce wyglądać jak najlepiej. "Ty za mną!" - ktoś komuś przypomina. Gdzieś z boku ktoś powtarza "byle się nie potknąć, byle się nie potknąć...". I nagle rozbrzmiewa muzyka. To znak. Drzwi się otwierają, światło wpadające na backstage'owy korytarz w pierwszej chwili oślepia. Ruszamy. Razem z modelem-partnerem, Mateuszem Molturi, otwieramy pokaz. I nie ma już odwrotu.

Gdybyście mnie spytali co czułam na wybiegu, szczerze bym odpowiedziała: nie wiem. W momencie przekroczenia progu mój umysł włączył autopilota. Stres i nerwy zostały wyparte przez stuprocentowe skupienie. Najpierw w prawo. Nie zapomnieć o uśmiechu do fotografów, gdy ściana fleszy na chwilę wyłączy wzrok. Obrót, sto osiemdziesiąt stopni, kolejna prosta. Zatrzymać się, uśmiech, ruszyć. Jak maszyny. Idealna symbioza naszych ruchów, lekkość wyważonych kół, cisza w głowie. Istnieją tylko dwie zmienne: cel i tempo, którego nie należy przekraczać.

A potem radość. Czysta i szczera, że się udało. Przerażenie, gdy dociera informacja, że na sali są tłumy - szybko wyparte przez kolejne zachłyśnięcie radością. Tłumy! Przyszliście zobaczyć pokaz, zobaczyć nas i przede wszystkim - projekty Agnieszki! Jesteście tu z nami by się świetnie bawić!

To uczucie. To czysta euforia.

Wednesday, May 6, 2015

Review #25 - Golden Rose, Style Liner

Od niedawna eyeliner stał się podstawą mojego makijażu. Kiedyś znienawidzony, teraz ukochany. Moje podejście do niego zmieniło się odkąd znalazłam kształt, który pasuje do mojego oka. Ponadto jak kiedyś wspominałam: coraz bardziej cenię sobie wygodę. Kwestia ta dotyczy nie tylko ubrań, ale też makijażu - na co dzień potrzebuję czegoś szybkiego, a jednak z efektem: wow! Zestaw eyeliner plus wyrazista szminka spełnia moje wymagania.

Dziś - nietypowo. W jednym poście opinie o dwóch produktach, które tak naprawdę powinny być jednym. Niestety - nie są. Od pewnego czasu zakochana jestem w kosmetykach marki Golden Rose. Zaczęło się od lakierów, potem odkryłam fantastyczny fioletowy eyeliner (dziś o nim!), następnie - świetną szminkę. Idąc za ciosem zaopatrzyłam się też... w czarny eyeliner. I to pierwsza skucha. Zapraszam do lektury - zaraz dowiecie się za co pokochałam fioletowe wydanie, a znienawidziłam czarne!

Golden Rose, Style Liner, 14, 10


Monday, April 27, 2015

Outfit #102 - Cassis


Nareszcie mój! Pilot z interwałem (czyli umożliwiający robienie zdjęć seryjnie w określonych odstępach czasu). Zainwestowałam w niego by móc na wypasie zrobić jedno z zadań na zaliczenie na Polibudzie - time-lapse. Już robię pierwsze testy, już widzę, że to nie takie łatwe jak sądziłam - ale coś z tego będzie, musi! A skoro sprzęt już mam - nie byłabym sobą, gdybym nie przetestowała robienia "autoportretów". I choć zdjęcia te nie są idealne (tradycyjny problem z ustawianiem ostrości oraz brak statywu robią swoje), to uwieczniony zestaw mi się tak podoba, że musiał doczekać się publikacji!

Thursday, April 23, 2015

Pokaz mody Agnieszki Jaworskiej - a ja na wybiegu!

Już w tę niedzielę pokaz mody organizowany przez projektantkę Agnieszkę Jaworską! Na wybiegu pojawią się modelki z agencji Butterfly Agency Models - w tym ja. Już nie mogę się doczekać, będzie się działo! Poniżej - oficjalna informacja prasowa. Czujcie się wszyscy zaproszeni! I trzymajcie za mnie kciuki ;)
 Charytatywny pokaz mody Agnieszki Jaworskiej: MODA – PASJA – ZMIANA już w tę niedzielę!

W trakcie pokazu zostaną zaprezentowane przygotowane przez projektantkę kreację. Na wybiegu zobaczymy m.in. modelki z klubu Saab Team (który jest organizatorem przedsięwzięcia) czy z Butterfly Agency Models. Wśród modelek pojawią się zarówno dziewczyny pełnosprawne, jak i na wózkach.

Agnieszka Jaworska, główna pomysłodawczyni i organizatorka pokazu, o powodzie do zorganizowania tak niezwykłego przedsięwzięcia, mówi: 

Monday, April 20, 2015

Outfit #101 - Play again?



Jestem typem, który uwielbia, gdy dużo się dzieje. Wydarzenia, spotkania, koncerty - intensywne życie mnie kręci. I napędza: do dalszego działania, do częstszego uśmiechania. W całym tym swoim pędzie często spotykałam się z pytaniem: jak Ty to wszystko ogarniasz? Dotychczas odpowiedź była prosta: czas jest z gumy, a jak zapełnisz go sobie całkowicie, to nie marnujesz na "czasozjadacze" - telewizję, fejsa czy scrollowanie Instagrama. Nigdy nie sądziłam, że nadejdzie ta chwila. Chwila, w której napiszę: przestałam się wyrabiać!

Tuesday, April 7, 2015

Outfit #100 - The fight song




Święta, Święta - i po Świętach! Minione dni zleciały zbyt szybko. Jedzenie, żarcie, jeszcze trochę opychania, a w przerwach od szamania - Scrabble. Nauczyłam babcie grać i cisnęły, że aż się miło patrzyło (gorzej się przegrywało). A Wam jak minęły ostatnie dni? Odpoczęliście? Mam nadzieję, że tak, bo ja czuję się energią naładowana aż w nadmiarze!


Ponieważ miałam czas by się wystroić - zdjęć sobie nie mogłam odpuścić. Rozpaczam trochę nad jakością fotografii - ciągle obiecuję sobie zainwestować w jasny obiektyw, bo moje kity w takich warunkach rady nie dają. Wiadomo jednak jak to jest: zawsze człowiekowi trafią się ważniejsze wydatki. Mimo to jestem całkiem zadowolona z tego co nam wyszło. Przede wszystkim, nieskromnie stwierdzam, że ja dobrze wyszłam. Ba, bosko (skromność: off). A zamartwianie się nadmiernym ziarnem w takiej sytuacji byłoby skrajnie słabe. Więc: nie zamartwiam, nie marudzę, zachęcam do podziwiania (bądź zjechania mnie, wedle woli, oczywiście!).

Monday, March 30, 2015

Outfit #99 - The Nobodies


Co jakiś czas pojawiają się tutaj stylówy, które mogłabym wrzucać do jednej kategorii - "luzak codzienny". Dziś - jeden z takich zestawów. Prosty, lekki, niepozorny. A jednak w mojej opinii - mający w sobie "to coś".

Gdy patrzę na poniższe zdjęcia w mojej głowie rodzi się jedno skojarzenie - z pewną amerykańską blogerką, którą uwielbiam. Z którą? Nie powiem. Jeśli jakimś cudem u kogoś z Was pojawi się to samo skojarzenie, odtańczę taniec radości. Nie, nie wrzucę filmiku, no way! 

Tuesday, March 24, 2015

Review #24 - Avon, Ultra Color Bold: Bright Nectar

Wiosna przyszła! A wraz z nią - najnowsze trendy. Tak jak rok temu - tak i w tym sezonie na naszych twarzach rządzić będą kolorowe szminki. Choć do tematu trendów mam stosunek dość sceptyczny: lubię wiedzieć, co w temacie piszczy - i na tym koniec; to malowanie ust na wyraziste kolory od zawsze było moim ulubionym sposobem na szybkie podkreślenie urody. Czemu więc nie upiec dwóch pieczeni na jednym ogniu - bosko wyglądać i wiedzieć, że to co się nosi jest IN? ;)

Dziś mam dla Was opinie o jednej ze szminek, którą wyjątkowo cenię za kolor - pomarańczę! Jednak kolor kolorem, ale liczy się też jakość... Czy warto? Przekonacie się czytając dalej!

Szminka Ultra Color Bold: Bright Nectar

 

Monday, March 16, 2015

Outfit #98 - Heart-shaped glasses




Czerwień - kolor miłości, siły i pewności siebie. Kiedyś w jednym z moich ulubionych programów na Discovery Channel przeprowadzano eksperyment. Sprawdzano jak mocno czerwień oddziałuje na człowieka. Po tym "seansie" - zapragnęłam mieć czerwoną sukienkę w szafie. 

all photos by Perfectamente Photography
Uwielbiam eksperymenty empiryczne - lepiej do mnie przemawiają niż statystyki. O co chodziło we wspomnianym programie? Zadanie było pozornie banalne: modelka miała przechadzać się ulicą. Najpierw w sukience w naturalnym odcieniu; następnie - w identycznej sukience (fason, materiał itd.) - tylko, że czerwonej.

Thursday, March 12, 2015

Outfit #97 - Cold blood


Podstawą dobrego wyglądu jest noszenie tego, w czym dobrze wyglądamy - nie powiedziałam nic odkrywczego, ale często w pogoni za trendami bądź zachwyceni widokiem ciucha na manekinie, o tej najważniejszej zasadzie zapominamy. Przez lata uczyłam się dobierać fasony do swojej figury. Jako nastolatka nosiłam najdziwniejsze rzeczy, niejednokrotnie wyglądając tak, że teraz na zdjęcia spoglądam z mieszaniną grozy i śmiechu. W końcu jednak jakiejś wprawy nabrałam.

The base of a good appearance is wearing clothes that look good on us - it's not a surprising rule, but we often forget about it. Especially when we are trying to be trendy or when we see something fantastic on a mannequin. Throughout the years I was learning to choose clothes that look good on my figure. Like a teenager I was wearing strange things, repeatedly I've looked awful. Now when I'm looking at old photos I feel a mix of terror and laughter simultaneously! It was a strange time. Finally I master it.

all photos by Ociec

Saturday, March 7, 2015

Outfit #96 - One track mind




Dążenie do kolorystycznej perfekcji bywa męczące - szczególnie gdy nie ma się do barw pamięci. Niejednokrotnie kupując jakąś rzecz myślałam: "o, będzie doskonale pasować z tym i z tym, a z tamtą bluzką to nawet wyjdzie komplet, bo mają ten sam odcień!". Guzik. Nigdy nie mają, nigdy nie pasują. Wspomnienia barw na ogół okazują się nie mieć nic wspólnego z rzeczywistością.

Gdy ubieramy się w czerń (mrau!) lub tworzymy zestawy oparte na kontrastach - nie mamy tego problemu. Odcienie, drobne niuanse w wybarwieniu - nie istnieją. Liczy się ogólny efekt. Problem jednak pojawia się gdy chcemy ubrać się od stóp do głów w jeden kolor (co, swoją drogą, od pewnego czasu jest bardzo modne). Pół biedy, gdy cały zestaw kompletujemy w sklepie, na zakupach. Gorzej - gdy próbujemy elementy dobrać do czegoś, co mamy już w szafie. 

Z zestawami mono jest ten problem, że odcienie muszą idealnie się zgrać. Drobne różnice - nagle zaczynają bardzo się rzucać w oczy. Dopiero próbując ubrać się od stóp do głów w jeden kolor odkrywamy jak wiele jest odcieni. Choćby taka czerwień - może być strażacka, karminowa, ciemna, jasna, krzykliwa; może wpadać w tony niebieskie lub pomarańczowe... Do zwariowania.

Dziś prezentuję Wam właśnie taki zestaw - w jednym odcieniu. Jego historia jest dość zabawna. Tregginsy posiadam w szafie od dawna, pelerynę zresztą też (coś więcej na jej temat pisałam TUTAJ). Kupowałam je osobno, jako okazje, zgodnie ze starą zasadą: z czernią bosko się zgrają. Oczywiście eksperymentowałam, najczęściej zestawiając je z jasnym, rozbielonym różem - jest to jedno z moich ulubionych "nieoczywistych" połączeń. Ale najlepiej grało z czernią. Koniec, kropka. 

Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie, gdy całkiem niedawno, przez przypadek - odkryłam, że te dwa ubrania są w identycznym odcieniu. Wielokrotnie przeszukiwałam sklepy, by stworzyć idealny zestaw w kolorze. A miałam go w szafie. Wystarczyło dobrać dodatki.

Jakie? Banalne, bo czarne. Musi być mrocznie (choć jak to kochana fotograf, autorka tych zdjęć określa: słodko-mrocznie tylko ze mną!). Jest więc szal, są klasyczne obcasy... i blezer (i, co chyba logiczne, bluzka pod blezerem, ale jej nie widać). O narzutce jednak wspominam - nie tylko z uwagi na wystające rękawy, ale przede wszystkim na czarne długie poły. Mar wszystkie takie wystające nieoczywistości określa jako menelskie - coś w tym jest. Współczesna elegancja bywa troszeczkę niechlujna. W tym cały urok, gdy coś tu dynda, a tam powiewa. Możemy czerpać z życia garściami nie martwiąc się o to, czy coś w stroju się nie przekręciło/przesunęło/wysunęło. Lubię taki elegancki luz.

 

Monday, March 2, 2015

Outfit #95 - Tell me that you need me



Nie wiem, który z kolei raz zaczynam pisać tę notkę. Wiem, że po raz ostatni. Pisanie, kasowanie, pisanie, kasowanie - istny Uroboros. 

Najpierw chciałam napisać o przyjaźni. Jednak co to za wpis, tak banalny. Co bym mogła powiedzieć? Prawdę, którą wszyscy znają. Że dobrze mieć przyjaciół. Bez nich ciężko żyć. Pomagają w kłopotach. Poprawiają nastrój. Nie są jak powietrze, bo przecież po świecie chodzą stuprocentowi socjopaci, a i socjopaci powietrza potrzebują. Ale bez nich życie byłoby, jakieś takie, słabe. Po prostu. 

Gadanie. 

Potem próbowałam napisać coś o sile. O tym, że mam charakter wojowniczki. I zręcznie chciałam przejść do punktu poprzedniego. Wojowniczka, która jednak bywa słaba. Szczególnie gdy dni są ciężkie - a ostatnio - są. Post mówiłby o walce z przeciwnościami losu oraz o tym, że dzięki przyjaciołom walkę łatwiej wygrać.

Gadanie. Jeszcze bardziej bezsensowne.

Ostatecznie uznałam, że zgodnie z ideą tego bloga spróbuję napisać o ciuchach. O kożuszku, o którym pisałam tysiąc razy i pewnie byście, za przeproszeniem, rzygnęli tęczą, czytając po raz tysiąc pierwszy. O sukience, którą przecież też tu pokazywałam. O blezerze, stanowiącym nieoczywistą plamę koloru na tle czerni. No i o kapeluszu, jakżeby inaczej. Jednak by pisać o tych rzeczach, potrzeba jakiegoś punktu zaczepienia, anegdoty. 

O, i w sumie anegdotę ową napiszę. 

Zdjęcia wykonała moja kochana przyjaciółka - Weronika. Jak tu zaglądacie, to znacie jej prace. Podreptałyśmy w kierunku garaży, rozejrzałyśmy się, ją fantazja poniosła. 

Udawaj, że przemykasz się między garażami, bój się, bój się zombie! Zombie są wszędzie, zombie to zło! 

Udawałam. Przemykałam. Kapeluszem przed atakiem na mózg się chroniłam. Nawet robiłam głupie miny - bo przecież się bałam.

Efekty poniżej. I tym dzisiejszy post o tym, o czym chciałam napisać, ale w końcu nie napisałam kończę (flaszka dla tego, kto rozszyfruje logikę tego zdania - matematycznie!). 

(chciałam napisać "bez odbioru", wiecie, tak dla zgrywy, ale jednak nie napiszę, bo lubię czytać Wasze komentarze)
all photos by Weronika Aira Achrem

Wednesday, February 25, 2015

Outfit #94 - Silly God Disco



I want to be enjoying the life though it will knock against a high wall hereafter 
I'm already dead however I was saved with the rock 

I swore I at that time. I will walk life that shines highest 
There is no fear. It gets it over though there is a painful day too 
Now let's go. The wing expands and goes to look for freedom and the glory
The world that extends to the place waits surely for you 

odoranai ka? Real Cinderella kizu darake no GARASU no MAACHIN de 

Hey God! Are you ready?


Dni mijają jak szalone, a każdy z nich wydaje się piękniejszy. Dużo na siebie wzięłam. Niektórzy twierdzą, że zbyt dużo - na razie jednak upieram się, że się mylą. Jeśli nie dziś spróbuję spełniać swoje marzenia - to kiedy? Aktywna Kobieta już za tydzień - ciekawe co z tego wyjdzie. Jestem bardzo dobrej myśli.

Wczorajszy wypad do Poznania i spotkanie z Weroniką zaowocowały nowymi zdjęciami. Za tło służyła nam Cafe Bimba - miejsce, które ugościło nas przepysznym grzańcem i jednym stoliczkiem na zewnątrz gwarantującym atmosferę umożliwiającą rozmowy od serca. Chciało nas też ugościć kocami, ale pogoda ostatnio jest tak piękna, że powoli zapominam czym są prawdziwe chłody.

Mało mieliśmy zimy - nie zdążyłam nacieszyć się kożuszkiem, o którego zakupie rok temu uparcie rozprawiałam. Nadal jest jednym z moich ulubionych okryć wierzchnich. Na szczęście - sprawdza się i o tej porze roku. W zestawieniu z letnią sukienką, generuje efekt, który sobie bardzo cenię. Zabawę w ciepło-zimno. Lekkie kontra ciężkie. Kontrasty. Zawsze mnie definiowały.

Dla podkreślenia efektu - neon rozświetla czerń. Koronkowe rajstopy toną w masywnych buciorach. Zakryta szalem szyja współgra z odsłoniętą twarzą. Odrastanie grzywki prowokuje mnie do zabaw z włosami. Nigdy nie miałam wyczucia do ich układania, ale zawsze słyszałam, że dobrze mi w zaczesanych. Eksperymentuję.

I dobrze się bawię. 

Gracie w ciepło-zimno? Czy takie zabawy konwencją nie są Waszą mocną stroną?

Sunday, February 22, 2015

Outfit #93 - This is war!




Koniec z czapkami, grubymi kurtkami, wielkimi szalami - nareszcie wiosnę czuć w powietrzu! Mam nadzieję, że stan ten utrzyma się do przyszłorocznej zimy. Powiadają, że nadzieja matką głupich. Z drugiej jednak strony - po co martwić się na zapas? Wiosna idzie! Cieszę się i tyle!

Dziś zestaw przejściowy - idealny na taką pogodę, jaką wczoraj mieliśmy w Wielkopolsce. Na pelerynę, którą widzicie na zdjęciach zachorowałam jakiś czas temu - uwielbiam peleryny, a khaki wdzianka w swojej szafie jeszcze nie miałam. Długo za nią chodziłam - zgodnie z zasadą, że podobają mi się rzeczy dziwne nie bałam się, że ktoś mi ją wykupi. Łaziłam więc do Pull&Bear, czekałam na ostatnie przeceny i jest - moje nowe cudo dorwałam za niecałą stówkę! Cena za coś co noszę zamiast kurtki - niezła. 

Oczywiście, gdy ją przymierzyłam długo zastanawiałam się "o co chodzi". Zacznijmy od kaptura - nie pytajcie mnie czemu ma z wierzchu pikowaną podszewkę (dla sprostowania: w środku podszewkę też ma). Tak, wiem, że to ozdoba, ale ubawilibyście się widząc mnie gdy pierwszy raz go mierzyłam i próbowałam się zorientować o co chodzi. Oczywiście jak każde rozwiązanie dziwne - tak i to z miejsca skradło moje serce. Tak samo jak wykorzystanie tej "pikowanej podszewki" w formie wielkiego kołnierza i na dole peleryny. Diabeł tkwi w szczegółach, a tu szczegóły mamy z efektem "wtf" i "wow" jednocześnie. Dla mnie bomba.

Dobra, ja tu o pelerynie, a przecież naga pod nią nie jestem. Zestaw minimalistyczny i bardzo w moim stylu -  leginsy z efektem starej skóry i ogromny sweter. Na blogu pojawił się tylko raz, mniej-więcej rok temu - TUTAJ. Uwielbiam jego oversize'owy fason, grubaśny splot i farbowanie jakby szalony artysta psikał złotą farbą. Oprócz tego - kozaki. W końcu to jeszcze wczesna zima, a jak styl militarny to buty muszą być z przytupem.

Post ten planowałam rzucić wczoraj - powstrzymała mnie istna wojna, którą stoczyłam z Photoshopem. Peleryna (tak, znowu o niej) jest w kolorze khaki. Jak to moja rodzina ochrzciła (wszystkie dziwne wdzianka, który przynoszę do domu zyskują nazwy bazujące na pierwszym skojarzeniu) - pelerynka harcerza. Natomiast na zdjęciach choćbym się dwoiła i troiła - robiła się brązowa. W końcu uzyskałam kolor, który na moim ekranie wygląda tak jak naprawdę - ciekawa jestem jak Wasze monitory go odbierają, hm?

Lubicie styl militarny w takim szybkim wydaniu? Ja w tym roku na nowo go odkrywam - i popadam w zachwyt. Jest moc!


Thursday, February 19, 2015

Aktywna Kobieta - zaproszenie na wydarzenie!

Czytałam w sieci wiele poradników o tym jak blogować. Większość z nich pisana była przez rozpoczynające swoją przygodę nastolatki. Trafiłam jednak też na kilka perełek pisanych przez profesjonalnych blogerów. Regularnie przewijającą się tam zasadą było: nikogo nie obchodzi twoja długa nieobecność na blogu - więc się z niej nie tłumacz i nie przepraszaj. Dla mnie ta zasada to bzdura.

Bloga zwykle prowadzi się z dwóch powodów (które potem można rozpisać na dziesiątki podpunktów):
- po pierwsze - dla siebie;
- po drugie - dla czytelników.
I o ile fakt, że prowadzę go dla siebie sprawia, że za nieobecność przepraszać nie zamierzam; o tyle fakt, że to także jest Wasze miejsce - w końcu to Wasza obecność tutaj poniekąd sprawia, że osiągam sukcesy - czuję się zobowiązana krótko się wytłumaczyć.

Od ostatniej notki minęły prawie dwa tygodnie - zgroza, szczególnie, że staram się pilnować dwóch postów tygodniowo. Wyjaśnienie jednak jest proste: sesja egzaminacyjna i praca i pisarstwo. O ile to drugie pochłaniało mnie zawsze, to trzecie także (choć teraz pisałam intensywniej, bowiem nareszcie skończyłam powieść) o tyle to pierwsze jest koszmarem każdego studenta i jednocześnie wiąże się z kolejnym faktem: odkąd zdałam wszystkie egzaminy, odpoczywam w domu. A tutaj mam ograniczony dostęp do fotografa. Dlatego dziękuję za Wasze zrozumienie, cierpliwość, a teraz, jako szczęśliwa studentka drugiego semestru - na nowo rozkręcam tę machinę. Liczę, że zostaniecie ze mną (werble, fanfary i takie tam)!

Szczególnie, że dzisiejsza notka podyktowana jest tym, że będę się chwalić. A jak już wspominałam - blog staje się popularny dzięki czytelnikom, więc pewnie bez Was nie spotkałaby mnie tak fajna przygoda.

Panie i Panowie, zapraszam Was na wykład, który poprowadzę! Dotyczący blogosfery - dwa blogi, kilka lat doświadczenia - myślę, że będę miała o czym opowiadać. Szczegóły - w notce oficjalnej i na plakacie - czyli poniżej. Wydarzenie organizuje Uniwersytet Ekonomiczny we współpracy z Butterfly Agency Models i Fundacja Jedyna Taka. Ręczę więc, że będzie fajnie! Ręką, nogą, czym tam chcecie!

To jak, wpadniecie? :)


Monday, February 9, 2015

Outfit #92 - City of Angels



Plama koloru. Im zimniej na dworze, tym chętniej noszę barwy. Przekorną mam naturę. Szczególnie, że w tym roku zima zwariowała - biały puch okrywa świat, słońce świeci, a temperatura jak na luty jest bardziej niż znośna. Spytacie więc czemu zdjęcia zimowego zestawu w domu, czemu nie korzystam z tej pięknej słonecznej aury? Odpowiedź jest prosta: siedzę chora. Jak zawsze gdy pogoda leci w kulki. Ale gwarantuję Wam, że zestaw ten noszę i na co dzień i na spacery, a nie tylko w pokoju przed obiektywem.

Jak zwykle - siła tkwi w fakturach. Ogromny kożuszek, który wielbię bezustannie, kontrastuje z lateksowymi legginsami. Uwielbiam je, choć zawsze wywołują we mnie mnóstwo frustracji. Nauczyłam się już kupować najtańsze - próbowałam różnych marek i efekt zawsze jest ten sam - kilka tygodni noszenia i w lateksie mamy dziury, przetarcia, zadrapania. Nie spotkałam ubrania tak bardzo "jednorazowego" (a ja wychodzę z założenia, że to ciuch ma dostosowywać się do mojego tempa, a nie ja do jego wytrzymałości). Faktem jednak jest, że nogi w nich wyglądają... no, sami widzicie. Powiedzieć spektakularnie to mało. Buty - koniecznie na obcasie. Granatowe i na tyle dziwne, że gdy je ujrzałam lata temu w sklepie, samotnie stojące na półeczce i czekające na mnie, z miejsca dostały wysoką pozycję na liście ulubieńców. W końcu dziwność jest nieodłącznym elementem piękna.

Biżuteria - minimalistyczna. Wisiorek z heartagramem dla podkreślenia natury czarnego romantyka, opaska z ćwiekami i kilka pierścionków. Nie znoszę dużych dekoltów w bluzkach niewypełnionych żadną ozdobą, jednocześnie ten zestaw sam w sobie jest na tyle mocny, że nie potrzebuje mocnych dodatków.

Ponoć kobalt znów ma być modny... Pamiętam, że w liceum nosiłam wszystkie odcienie niebieskiego. Potem, gdy usłyszałam, że czerń i granat to połączenie rodem z mundurka szkolnego - pokłóciłam się z nim. Teraz przeszły mi takie dziwne skojarzenia. Znów twierdzę, że te barwy uzupełniają się doskonale! A Wy, jak oceniacie ten zestaw?

all photos by Ociec

Wednesday, February 4, 2015

Blog Roku 2014 - vote!



Umiłowani! :D Tak jak rok temu, blog ten bierze udział w konkursie Blog Roku 2014. Jeśli lubicie do mnie zaglądać i uważacie, że to co robię, ma sens - oddajcie swój głos! Każdy jest na wagę złota, ponieważ dopiero z najwyżej ocenionych blogów jury będzie wybierać te najlepsze. Bez Was nie dam rady.
 Koszt SMS-a to 1 zł + VAT.


Saturday, January 31, 2015

Outfit #91 - Shall never surrender



Pierwszy naprawdę wolny weekend od bardzo dawna... Siedzę w kuchni z kubkiem herbaty. Nie do końca rozbudzona, rozkoszuję się promieniami słońca wpadającymi przez okno... Grzeję zmęczone całym tygodniem ciało, myśląc o tym jak to dziś nic nie będę robić. Tylko gapić się w przestrzeń. Ewentualnie poczytam. Przyszykuję się do wieczornej imprezy. Ale przysięgam przed sobą, że będę leniuchować.

I wtedy patrzę w telefon. Nowy mail. Zdjęcia od Perfectamente Photography. I rzucam się do komputera, byle tylko je obejrzeć i pokazać Wam. Plany dotyczące całkowitego lenistwa wzięły w łeb.

Ktoś powie, że tak wygląda prawdziwa pasja. Ja się zaśmieję, że to już paranoja. A przynajmniej pracoholizm. Tak kochany!

The first free weekend since a looooong time... I'm sitting in the kitchen with a cup of tea in my hands. Not totally awaken, to delight in the rays of the sun... They heat my tired body, I think that today I will do nothing. Just stare vacantly. Maybe I will read a book. Prepare myself for the evening party. But I promise myself that I will laze.

And then I check my smartphone. A new mail. Photos from Perfectamente Photography. And I run to the computer, to watch them and show them to you. Damn! My plans about lazing have gone adrift.

People say that's true passion. I will tell that's paranoia. At least workaholic. Love it so much!


Sunday, January 25, 2015

Outfit #90 - Enjoy the silence!


Czerń i róż - zestawienie równie tradycyjne, co kontrowersyjne. Kiedyś czytałam artykuł na temat współczesnych modowych buntowników. Tekst traktował głównie o kolorze różowym, który jest ponoć nową czernią. Nie dziwi mnie to - róż zawsze wywołuje zaciekawione spojrzenia i uwagi związane z tym, że: typowa blondynka nosi różowy; róż jest dla barbie; w różu chodzą tylko dziewczynki i głupie małolaty - i cała lista stereotypów na ten temat. Jednocześnie - wściekle różowe irokezy zawsze gościły na punkowych głowach, a neonowe różowe akcenty stały się już klasyką stylu cyber goth. Ba - od pewnego czasu obserwuję z zaciekawieniem trend pastel goth, który skradł mi serce i z którego regularnie podbieram elementy. Jednym z nich - jest pastelowy różowy.

Czy którakolwiek inna barwa wywołuje tyle dyskusji i skojarzeń? Nie zauważyłam.

Ja róż kocham. Bezgranicznie, choć bardzo długo dorastałam do jego noszenia. Przez wiele lat miałam w głowie zakorzeniony pogląd, że różowy jest lalkowaty. I dla głuptasów. I w ogóle - niefajny. Potem kupiłam pewną sukienkę (aż dziw, że jeszcze jej tu nie prezentowałam!), następnie wpadłam na najmroczniejszą kobietę jaką znałam wystrojoną w długą wściekle różową suknię... I zagrało mi. Tak po prostu. Poza tym odkąd zaczęłam patrzeć w lustro zwracam uwagę na to, które kolory grają z moją urodą - różowy jest na pierwszym miejscu, zdecydowanie. A tak długo z nim walczyłam!

Dziś prezentuję zestaw, w którym zdecydowałam się na najjaśniejszy odcień różu. Mocno rozbielony, pięknie pastelowy, doskonale współgra z czernią. Włochaty sweterek sprawdza się zimową porą. Oj, przed włochaczami też długo się chroniłam - ponoć drastycznie pogrubiają. Bzdura: nie faktura, a fason - to podstawa.

Bazę stanowi ukochana klasyczna mała czarna. Do niej peleryna. Prostota. Tylko dodatki wyraziste - koronkowe rajstopy, ciężkie buty, naszyjnik z koralików, które z daleka zdają się być przyklejone do ciała... I ciemny makijaż - element konieczny jeśli jednak chcemy zaakcentować mroczną stronę naszej duszy. U mnie akcent padł na usta.

Gdybym miała posługiwać się standardami i klasyfikacjami, powiedziałabym, że to taki pastel goth dla dorosłych. Do pracy, do biura czy na uczelnię. Ale jak to ja, buntuję się przeciwko etykietom. Dlatego - zestaw oceńcie sami, po swojemu. I może, jak dotarliście aż do końca tekstu, podzielicie się swoim zdaniem na temat różu?

Ach, zapomniałabym! Autorem zdjęć jest Mateusz Leszner - jego prac jeszcze tu nie było. Jak Wam się podoba efekt naszej pierwszej (mam nadzieję: nie ostatniej) współpracy? :)


Wednesday, January 21, 2015

Outfit #89 - Let your demons run


Wyższy poziom luzu - są takie dni, gdy moje zestawy tworzą się same. Zgodnie z zasadą "co z szafy wypadnie" (lub w wersji mniej ekstremalnej: "co w ręce wpadnie"). Jest to opcja wyjątkowo praktyczna, gdy życie przyspiesza (a u mnie ostatnio nabrało wręcz prędkości ekstremalnej), a poranny mrok zniechęca do strojenia. Wstawanie o piątej rano, by dowlec się na uczelnię - brr, nigdy tego nie polubię.

Gdybym miała znaleźć jedno słowo, którym opisałabym ten zestaw byłby to: gotycki menel. Dobra, to są dwa słowa. Choć na ogół preferuję zestawy z domieszką wampirzej elegancji, od czasu do czasu lubię zdecydować się na kompletny luz i mrok. Właściwie wszystko z tego zestawu już widzieliście: bluzka od Queen of Darkness gości u mnie od niedawna, ale szybko pnie się w górę w rankingu ubrań ulubionych (ten wielki golf jest wyjątkowo kobiecy, a fason oversize spełnia wszystkie moje wymogi), natomiast legginsy od RockZone.pl ciągle stanowią swoistą zagadkę - zachwycam się ich pięknem, jednocześnie szukając połączeń, które mnie zadowolą. Buty - najwygodniejsze jakie mam w swojej szafie. Bo choć kocham obcasy, to czasem nogi proszą o święty spokój.

Co myślicie o tym zestawieniu? Pozwalacie sobie czasem na kompletny luz czy jednak elegancja ponad wszystko?

rockzone leggings

Friday, January 16, 2015

Review #23 - Flip-flop 02 nail polish

Od jakiegoś czasu testuję dla Was lakiery od AllePaznokcie - stopniowo sprawdzam ich jakość, wytrzymałość i oceniam ogólne wrażenia. Dotychczas wszystkie dostawały bardzo pozytywne noty. Dziś pora na kolejny lakier - czy powtórzy sukces poprzedników?

FLIP FLOP KAMELEON 02

Monday, January 12, 2015

Outfit #88 - Wicked game


Czerń i srebro. Dodatki, które podkręcają styl. Szczegóły, bo w nich tkwi diabeł.
Z pazurem. Bo życie jest za krótkie na nudne zestawy.
Rockowo&minimalistycznie. Bo życie jest zbyt fajne, by pół dnia spędzać przed szafą.

Black and silver. Accesories that boost the style. Details, because of the devil is in them.
With an edge. Cause life is too short to wear boring outfits.
Rock&minimalism. Because life is too short to spend all day in front of the wardrobe.

all photos by Ociec
nu goth style

Tuesday, January 6, 2015

Outfit #87 - Pure morning



Nikogo chyba nie zdziwi, gdy powiem, że jednym z moich ulubionych połączeń kolorystycznych jest biel i czerń - zestawy bazujące na tym klasycznym kontraście pojawiały się tutaj wielokrotnie. Gdy więc zobaczyłam, że na Lookbook'u trwa konkurs na czarno-biały zestaw - wiedziałam, że nie mogę sobie odpuścić... Zdjęcia zaplanowałam na dzisiaj, zestawem się nie martwiłam...

Jakie było moje zdziwienie, gdy rano otwierając szafę stwierdziłam, że to jeden z tych dni gdy rozpaczliwie krzyczę "nie mam się w co ubrać!". Tak, zdarza się. Konkursu jednak nie chciałam odpuszczać - nie chodzi o wygrywanie, a o frajdę z próbowania. Kolejny problem się pojawił, gdy dotarło do mnie, że biała koszula (na którą miałam pomysł) właśnie kręci się... w pralce. A zegar tykał - piękna pogoda nie trwa wiecznie, szczególnie w styczniu.

Ostatecznie - postawiłam na zestaw codzienny. Taki, w którym mogę biegać, latać, skakać i załatwiać milion spraw. W sumie odpowiedni na dziś, bo choć mamy ponoć wolne, to ja od rana pracuję - nie czysto zawodowo, ale jednak blogowanie, pisanie, programowanie i spraw na mieście załatwianie - to też swego rodzaju praca. Połączyłam więc wygodne buciory, legginsy, t-shirt, narzutkę w paski, a na wierzch - pelerynę z Queen of Darkness. Dobra, trochę ściema - gdybym miała tak lecieć teraz na zakupy to bym umarła z zimna. Ale mimo wszystko peleryna mnie zaskoczyła - choć jest cienka i niepozorna to ładnie grzeje w plecy. Wystarczyłby mi sweter pod nią bym już nie musiała narzekać na temperaturę.

Nawet jestem zadowolona z tego co mi wyszło - ot, taki wampir codzienny. A przecież oto w tym blogu chodzi, bym się nie przebierała, tylko zestawy dla mnie typowe pokazywała.

Na koniec - wiadomo, konkurs to konkurs. Jakby komuś się spodobało i chciało kliknąć HYPE (na samym dole) - byłoby mi miło :)

all photos by Ociec
queen of darkness poncho

Sunday, January 4, 2015

2014 - it was great year!

Niektórzy piszą postanowienia noworoczne. Ja - podsumowania. Zdecydowanie bardziej motywuje mnie patrzenie wstecz, odnotowywanie tego co się udało i planowanie, że w tym roku zrobię jeszcze więcej niż wymyślanie rzeczy, o których za tydzień nie będę pamiętać. Próbowałam wielokrotnie - i takie wnioski wyciągnęłam.

Podsumowanie dotyczące wszystkich swoich sukcesów zrobiłam na Rozkoszach Umysłu - swoim oficjalnym blogu, na którym o wiele więcej gadam. LINK dla zainteresowanych. Tutaj, ponieważ jest to blog skupiający się na ciuchach - robię podsumowanie... stylizacyjne, jakżeby inaczej! 

Gdy zaczęłam dzisiaj zbierać te zdjęcia nie chciało mi się wierzyć, że aż tyle notek "ciuchowych" udało mi się przygotować... A i tak czuję ciągły niedosyt. 42 stylizacje! Niektóre były lepsze, inne gorsze. Czasem zdjęcia trafiały się z "przypadku", innym razem zdolności fotografa przewyższały mój stylizacyjny szał. Bywało różnie, na pewne posty patrzę z łezką wzruszenia w oku, na inne - z łzami rozpaczy, że nie przyłożyłam się bardziej. Ale nie żałuję żadnego! Który zestaw jest Waszym ulubionym?

Dziękuję Wam, że byliście tu ze mną przez cały ten rok - komentowaliście, obserwowaliście, kibicowaliście. Ten blog, będący dość szalonym pomysłem, okazał się jednym z fajniejszych zajęć jakich się podjęłam. Dał mi nowe znajomości, nowe doświadczenia, nawet różne okazje do rozwoju zawodowego. Dziękuję za każdą chwilę, którą spędziliście tutaj. W 2015. obiecuję Wam jeszcze więcej dawać z siebie! Lubię to swoje miejsce w sieci, a co. Ponadto dziękuję wszystkim fotografom, z którymi miałam przyjemność współpracować - czym byłby bowiem blog ciuchowy bez zdjęć? ;) Dziękuję (kolejność przypadkowa): Weronice Achrem, Weronice Szczepańskiej, Pawłowi Kryzie, Necronaut, Perfectamente Photography, Izie Budzyńskiej, Klaudii Woźniak, Agacie Bączkiewicz, Patrycji Artowicz, Sylwii Silvo Pisarczyk oraz mojemu tacie, który odkrył co znaczy mieszkać z blogerką (i do czego służą poszczególne opcje w lustrzance).




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...